(79) 1307,1309,1312,1316,1322

1307. O SERCU I WIERZE
Pewien misjonarz, który lata całe przepracował w Afryce, przywiózł stamtąd piękne określenie wiary. W jednym z afrykańskich narzeczy „wierzyć” znaczy tyle, co „wziąć w obie ręce swe serce i ofiarować je Bogu”.

1309. O CIERPIENIU DLA KRÓLESTWA BOŻEGO
Kard. Frantiszek Tomaszek (ur. 1899); abp Pragi, w wywiadzie dla katolickiego dziennika francuskiego „La Croix” na pytanie, co miałby specjalnego do powiedzenia czytelnikom, odpowiedział:
– Trzy rzeczy: Ten; kto pracuje dla Królestwa Bożego, czyni dużo. Kto się modli za Królestwo Boże, czyni więcej. Ten, kto cierpi dla Królestwa Bożego, jak Chrystus ukrzyżowany, czyni wszystko.

1312. O PIĘKNYM MÓWIENIU
Pewien człowiek uczony, który kiedyś zaprosił na uroczysty obiad pobożnego rabina, powiedział prosząco:
– Rabbi; ty mówisz tak pięknie, przemów do nas i wyłóż nam twoją naukę. – Zanim przemówiłbym pięknie – odparł zaproszony gość – wolałbym, aby poraziła mnie niemota.

1316. O WZRASTANIU W CIERPIENIU
Głównym dziełem Matthiasa Grunewalda (1528), najwybitniejszego niemieckiego artysty przełomu gotyku i renesansu, jest ołtarz z Isenheim (dziś w muzeum Colmar). Ołtarz przeznaczony-był dla kaplicy szpitalnej. W części środkowej poliptyku widzimy ukrzyżowanie Jezusa. Ciało Ukrzyżowanego ukazane jest realistycznie i ekspresyjne: w całej nędzy; rozpadzie i śmiertelnym wyniszczeniu. Z jednej trony krzyża stoją dwie płaczące Marie z Janem, z drugiej – spokojny Jan Chrzciciel, wskazujący palcem na Jezusa. Napis obok przypomina (nie tylko chorym i cierpiącym) ważną prawdę: Ulum oportet crescere, me auterrc minui, tzn. „Potrzeba, by On wzrastał, a jam się umniejszał” (J 3, 20).

1322. O STUDIOWANIU BOGA
Zapytał raz król mędrca Symonidesa: – Co sądzisz o Bogu?
Mędrzec poprosił o parę dni do namysłu: najpierw dzień, potem tydzień, miesiąc, w końcu rok.
Zniecierpliwionemu monarsze odpowiadał zawsze:
– Im więcej o tym myślę, tym mniej wiem.

(80) 1333,1334,1336,1339,1340

1333. O DWÓCH ZWIERCIADŁACH
Szatan – z natury specjalista od gmatwania i bałamucenia – skonstruował po wielu próbach specjalne zwierciadło, które pomniejszało to, co dobre i piękne, a powiększało to, co złe i brzydkie.
Wszystkie diabły miały wielką uciechę z tego wynalazku. Nie dziwota, że kursował z rąk do rąk. Nie było też człowieka, nie było kraju, którego by nie sfałszowano tym wymyślnym instrumentem.
Pewnego dnia jakiś szatan-niedorajda tak się potężnie roześmiał z obrzydliwości, jaką zobaczył, że lustro wypadło mu z rąk i rozprysło się w drobny mak. I przyszedł zaraz zły orkan i rozsiał to na wszystkie strony świata. Jeżeli wpadnie człowiekowi w oko taki mały odłamek, to wyolbrzymia zło a
pomniejsza dobro.
Gdy Bóg zobaczył, ilu ludzi widzi świat na opak, zasmucił się i postanowił im pomoc. Zwołał całą poszerzoną Radę Niebieską i ogłosił, że ześle na świat swego Syna, tzn. swoje podobieństwo i zwierciadło.
Tłumaczył, że On odbija jego dobroć i sprawiedliwość, że ukazuje człowieka takim, jaki jest.
I Jezus stał się rzeczywiście zwierciadłem dla ludzi. Przy każdej okazji ukazywał w człowieku dobro. W każdym człowieku, nawet w tym najmniejszym i najgorszym. Wielu ludzi ukochało to Zwierciadło Boże i poszło za Jezusem.
Byli jednak i tacy, którzy nienawidzili owego Lustra, podnieśli na nie rękę i rozbili je, skazując Jezusa na śmierć krzyżową. Ale po paru tygodniach nadszedł dobry wicher Pięćdziesiątnicy: Duch Święty porwał te miliony cząsteczek i rozdmuchał je na cały świat. Komu wpadnie w oko odrobina tego
Zwierciadła, widzi świat i ludzi tak, jak je widział Pan Jezus.

1334. O ŚMIERCI BOGA
Jean Paul Sartre (1905-1980) w swej krótkiej autobiografii pt. Słowa opowiada też, jak utracił wiarę. M.in. mówi tak: „Do niewiary nie przywiodły mnie sprzeczności dogmatów, lecz życie. Bo przecież wierzyłem – co dnia klękając w koszuli na łóżku odmawiałem złożywszy ręce, swój pacierz, alem o Bogu myślał coraz rzadziej. Kilka lat utrzymywałem jeszcze z Wszechmocnym stosunki oficjalne; prywatnie zaprzestałem składania Mu wizyt… A On coraz rzadziej na mnie spoglądał. W końcu odwrócił oczy”.
I Sartre takie snuje refleksje: „Pragnąłem Boga, dano mi Go. Przyjąłem ów dar nie pojmując, żem Go szukał. Nie zapuściwszy korzeni w moim sercu wegetował czas jakiś – potem umarł”.

1336. O DEFINICJI PANA BOGA
Mistrz zapytał jednego z uczniów: – Powiedz mi, co to jest „Bóg”.
Uczeń milczał. Nauczyciel zapytał powtórnie, a potem, za trzecim razem chciał wiedzieć, dlaczego odpowiedzią jest milczenie.
– Bo nie wiem – bąknął chłopiec.
– A myślisz, że ja wiem? – powiedział mistrz – ale wiem jedno: On jest tu na pewno, a oprócz Niego nic tu nie jest pewne; i to właśnie jest On.

1339. O TRZECH DIABŁACH
Trzech diabelskich czeladników po zakończeniu zawodowego wyszkolenia miało odbyć praktykę na ziemi. Przy odprawie dyrektor rozpytywał pilnie absolwentów o plany i metody pracy, z ludźmi.
Pierwszy powiada:
– Ja nauczę ludzi, że nie ma Boga. Dyrektor ściął go natychmiast:
– Wielu ludzi nie zyskasz tym chwytem, gdyż większość czuje w sercu, że Bóg istnieje; i tego czucia
nie uda ci się szybko wykorzenić.
Drugi młodzieniec diabelski melduje:
– Ja będę przekonywał ludzi, że nie ma piekła. Stary szatan odparł:
– Z tą metodą nie masz prawie żadnych szans; nikt się na to nie da złapać, ponieważ mądrzy ludzie już dawno wiedzą, że musi istnieć kara i nagroda, piekło i niebo.
Trzeci w końcu mówi:
– Ja będę ludziom wmawiał, że nie trzeba się do niczego przykładać, że to wszystko jedno, czy się czuwa, czy się śpi. Tylko temu ostatniemu wróżył doświadczony pedagog pewny sukces:
– Idź i rób, jak mówisz, a zobaczysz, jak ludzie dadzą się oszukać, ilu wpadnie ci w ramiona!

1340. O BOŻKACH I UZDROWIENIU
W czasach cesarza Dioklecjana (284-305) prefektem Rzymu był poganin Kromacjusz. Zapadł na jakąś ciężką chorobę, z której nie mógł się wyleczyć. Kiedy dowiedział się, że jego przyjaciel Trankwiliusz
został cudownie uzdrowiony w chwili przyjęcia chrztu; przywołał św. Sebastiana i św. Polikarpa, i prosił o uzdrowienie Św. Sebastian postawił mu 3 warunki: wiarę, chrzest i zniszczenie wszystkich bożków w
swoim ogrodzie i pałacu.
Kromacjusz zgodził się i zniszczył ponad 200 posągów, ale zdrowia nie odzyskał. Wymawiał to św. Sebastianowi. Św. Sebastian zapytał:
– Czy naprawdę zniszczyłeś wszystkie bożki? Prefekt odpowiedział, że tak. Na to św. Sebastian rzekł
do niego: – Zachowałeś jednak jednego z bożków, tego z kryształu, ozdobnego i szczególnie ci drogiego.
Oto dlaczego Bóg cię nie uzdrowił.
Kromacjusz wkrótce rozbił i tego ostatniego ulubionego bożka. I odzyskał zdrowie.

(81) 1341,1342,1344,1346,1350

1341. O OJCU I SYNU
Do Marką Twaina (1835-1910), popularnego pisarza amerykańskiego, przyszedł kiedyś siedemnastolatek z żalami i po radę:
– Nie mogę wytrzymać z moim ojcem. Kłócimy się każdego dnia. On taki zacofany, nie ma żadnego zrozumienia dla nowoczesności. Co mam robić? Uciec z domu?
Twain odpowiedział:
– Młody przyjacielu, rozumiem cię dobrze. Gdy ja miałem 17 lat, mój ojciec był tak samo zacofany i nie można było z nim wytrzymać. Ale miej cierpliwość do takich starych ludzi: oni rozwijają się wolniej.
Po 10 latach, gdy, ja miałem: 27 lat, ojciec już na tyle się podszkolił, że można go było uważać za rozsądnego i dało się z nim rozmawiać. I dziś, gdy mam 47 lat – czy wierzysz w to, czy nie – kiedy czegoś nie wiem, pytam się mojego starego ojca. Tak potrafią się oni zmienić.

1342. O SAMOLUBNYM OLBRZYMIE
Oscar Wilde (1856-1900), angielski pisarz: „lord Paradoks”, jest też autorem pouczającej bajeczki o samolubnym olbrzymie.
Olbrzym wróciwszy po siedmiu latach na swój zamek zabronił dzieciom bawić się w jego bajecznym ogrodzie. Całą posiadłość otoczył wysokim murem i wypisał wielkimi literami: „Wstęp surowo wzbroniony!”
Dzieci posmutniały, bo nie miały teraz miejsca do zabaw. Ale i olbrzym posmutniał, bo w ogrodzie zapanowała wieczna zima: mróz, śnieg, lód i grad.
Pewnego dnia, gdy samolub wylegiwał się jeszcze w łóżku, usłyszał śpiew makolągwy. Wyskoczył zaraz na równe nogi i podbiegł do okna, aby ucieszyć się ptakiem. I oto niespodzianka: w ogrodzie zielone drzewa, na drzewach siedzą dzieci (przedostały się przez dziurę w murze). Tylko jedno z nich było tak
małe, że nie mogło się wspiąć na żadne drzewo. Wtedy zmiękło serce samolubnego olbrzyma:
– Teraz wiem, dlaczego wiosna omijała mój ogród skonstatował .
Wyszedł więc szybko do ogrodu i pomógł małemu chłopcu wdrapać się na drzewo. Chłopiec ucałował go za to. Jeszcze tego samego dnia olbrzym zburzył własnoręcznie mury i ogłosił ogród wiecznym placem zabaw dla dzieci.
Tamten chłopiec jednak nie przyszedł nigdy więcej. Nikt też nie wiedział, gdzie on odszedł. Dopiero w dzień śmierci zobaczył olbrzym znowu owe dziecko, za którym cały czas tęsknił. Przyszło z ranami Ukrzyżowanego, ze stygmatami miłości i powiedziało do konającego olbrzyma:
– Pozwoliłeś mi kiedyś bawić się w twoim ogrodzie; dziś chodź ze mną do mojego ogrodu, który jest rajem.

1344. O DWÓCH MNICHACH I DRODZE
U podnóża wysokich gór żyło dwóch sędziwych mnichów. Mieszkali osobno: każdy we własnej chacie. Nigdy się nie odwiedzali i nigdy nie zamienili ze sobą żadnego słowa. Cały czas tylko milczeli i studiowali święte księgi. Wielu ludzi ciągnęło do nich i podziwiało ich surowy styl życia i ich wielką świętość.
Kiedyś do jednego mich przyszedł Pan Bóg i, zapytał o drogę do sąsiada. Ale ten nie umiał wskazać kierunku. I Bóg zasmucił się. I powrócił smutny do nieba.
Po latach umarli obaj mężowie, a na ich miejsce przyszli dwaj młodzi zapaleńcy. Pierwszą ich czynnością było zrobienie drogi między ich chatami, aby mogli się codziennie odwiedzać.
Gdy Bóg przyszedł znowu w odwiedziny, zobaczył ku swemu zdumieniu drogę łączącą oba mieszkania. Z radością więc chodził od jednego młodzieńca do drugiego, a za Nim na śladach Jego stop wyrastał natychmiast bajecznie kolorowy dywan z kwiatów.

1345 O NAWRÓCENIU
W jakiejś parafii odbywały się tradycyjne misje. Misjonarz wygłosił poprawnie, dobrze przygotowane, naszpikowane wzruszającymi przykładami, dosyć długie kazanie o nawróceniu. Potem siadł do konfesjonału, aby słuchać spowiedź. Podchodzili na ogół mali grzesznicy. W pewnym momencie
uklęknął mężczyzna z wyznaniem, że u spowiedzi nie był już 30 lat, i że teraz chce zacząć na nowo.
Spowiednik ucieszył się jakoś tym penitentem i zapytał delikatnie o motywy:
– Co pana skłoniło, że postanowił pan skorzystać z sakramentu pokuty?
– Jak to co? – odparł ten za kratkami – kazanie, które dziś usłyszałem.
Kapłan chciał dokładniej wiedzieć o skutkach swej nauki (ostatecznie przyda się to na przyszłość), a więc pyta dalej: – Jakie słowa przemówiły najbardziej? Jaki przykład chwycił za serce?
– Żaden przykład, ojcze duchowny. Kiedy po 30 minutach usłyszałem: to była pierwsza połowa, a teraz przejdziemy do drugiej części, pomyślałem sobie: tak samo jest z moim życiem- pierwsza połowa już
minęła, a teraz zacznie się druga, a ta musi być inna, lepsza.

1346. O IMBRYKU
Wśród wielu baśni Andersena (1805-1875) jest też taka, która opowiada „drogę życiową” imbryka do herbaty. Na początku tej drogi stoi duma z jakości materiału (porcelana), z posiadanych kształtów (,;wysmukła szyjka i duże ucho”) i z funkcji, jaką ma do spełniania („we wnętrznościach rozpuszczają się
chińskie listeczki w gotowanej, pozbawionej smaku wodzie”). Wszystko to predysponowało go do roli króla stołu:
Pewnego dnia jednak niezręczna ręka upuściła imbryk na ziemię: szyjka się stłukła, stłukło się ucho. I imbryk podarowano biednej kobiecie, a ta przeznaczyła go na doniczkę. Kiedy napełniono go ziemią, odczuł to jak pogrzeb. Ale potem poczuł, że wstąpiło w niego nowe życie i nieznane siły: bił puls cebulki kwiatowej; rosła zieleń, rozwijał się kwiat. A imbryk-inwalida patrząc na jego piękno, zapominał o sobie. I powtarzał, aby zapamiętać:
– To prawdziwe błogosławieństwo zapomnieć przez innych o sobie.

1350. O JEDNEJ PROŚBIE
Było to krótko przed świętami Bożego Narodzenia, a więc wtedy, kiedy czas pisać listy z prośbami i życzeniami. Mocno zajęty dyrektor wpada na krótko do biura, mruczy coś, że zaraz musi w drogę, rzuca okiem w terminarz i pyta sekretarki; czy jeszcze jest coś pilnego na dziś do załatwienia.
Kartka z prośbami od pańskiego syna; święta się przecież zbliżają – informuje sekretarka.
– To proszę kupić wszystko, co sobie moje dziecko życzy; pieniądze nie grają roli – pada krótki rozkaz.
– Jak pan wie, chętnie wykonuję takie polecenia, ale tym razem naprawdę nie mogę – odpowiedziała z żalem dziewczyna
– Dlaczego nie? – żachnął się dyrektor.
Sekretarka bez słów podała szefowi wydartą kartkę z zeszytu. Dziecięcymi literami było na niej napisane: „Kochany Tatusiu! Na święta życzę sobie, abyś w nowym roku miał dla mnie przynajmniej pół godziny dziennie czasu. Więcej nic. Twój syn Łukasz”.

(82) 1351,1354,1355,1357,1358

1351. O CENIE ŻYCIA
„Cena życia” – to tytuł szwedzkiego filmu. Jego fabuła jest z naszych dni. Oto młoda kobieta – matka trojga małych dzieci – odczuwa nagle jakieś kłopoty ze wzrokiem. Lekarze stwierdzają guzy. Jedna, druga operacja. Pacjentka czuje, że musi umrzeć. Naznaczona śmiercią – choć niewierząca – prosi księdza.
Duchowny czyta jej fragment z Pierwszego Listu do Koryntian: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle niejasno, potem zaś zobaczymy twarzą w twarz” (13,12). Ciężko chora przytakuje:
– Tak to prawda. Długo widziałam świat tylko w zwierciadle moich nadziei i moich pragnień. Żyłam jakby oddzielona od samej siebie. Teraz odczuwam coś z tego „twarzą w twarz”.

1354. O „PAMIĄTCE” PASCALA
Po śmierci Blaise Pascala (1623-1662), francuskiego matematyka, fizyka i filozofa, znaleziono zaszytą w ubraniu kartkę papieru, zapisaną drobnym maczkiem. Musiał to być ważny zapis, skoro autor nosił go zawsze ze sobą. Owa „Pamiątka” – jak nazwano później ten papier – uwiecznia przeżycie
konkretnego dnia i konkretnej godziny w życiu Pascala. Oto jej treść:
Rok łaski 1654. Poniedziałek, 23 listopada, dzień św. Klemensa, papieża i męczennika i innych świętych w martyrologium, wigilia św. Chryzogona, męczennika i innych, od około wpół do jedenastej wieczór do około poł godziny po północy, ogień, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba – nie filozofów i uczonych. Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój. Bóg Jezusa Chrystusa. Deum meum et deum vestrum. Twój Bóg powinien być moim Bogiem! Zapomnienie o świecie i wszystkich rzeczach z wyjątkiem Boga. Jego znalazłem na drogach, o których uczy Ewangelia. Wielkość ludzkiej duszy. Ojcze sprawiedliwy, świat Ciebie nie poznał, lecz ja Ciebie poznałem. Radość, radość, radość, łzy radości.
Odłączyłem się od Niego: Dereliquerunt me fontam aquae vivae. Moj Boże, czy mnie opuścisz! Obym nie został od Niego nigdy odłączony! A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jednego prawdziwego Boga,
oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus. Odłączyłem się od Niego; uciekłem od Niego, zaparłem się Jego, ukrzyżowałem Go. Obym już nigdy nie odłączył się-od Niego! Można Go
zachować tylko na tych drogach, o których uczy Ewangelia: doskonałe, wewnętrzne wyrzeczenie się.
Doskonałe poddanie się Jezusowi Chrystusowi i moim duchowym przewodnikom.
Na zawsze w radości za jeden dzień męczarni na ziemi. Non obliviscar sermones tuos. Amen.

1355. O WALKO SPONIEWIERANYM
Włodzimierz Tetmajer (1861-1923) napisał nowelę pt. Walek sponiewierany. Przedstawia w niej biednego przygłupka, którym gardzi nie tylko człowiek, ale nawet i zwierzę tak nieszczęśnikowi z ust cuchnie. Walek zwraca się z żałosną skargą do Ukrzyżowanego (On jeden mu tylko pozostał): Dlaczego to
tak?
Jezus wskazując na swe przebite ręce i nogi, zdaje się stawiać to samo pytanie jako odpowiedź: – A dlaczego to tak? Chrystus nie obiecuje więc Walkowi ulżenia jego beznadziejnej doli wiejskiego
podrzutka, tak jak nie obiecał umęczonemu dobremu łotrowi uwolnienia z krzyża. Pokazuje mu tylko, że
On syn – Syn Boży – stał się posłuszny Bogu Ojcu, aż do śmierci krzyżowej.

1357. O PLANIE CHRYSTUSA
Kiedy Chrystus wstąpił do nieba i zasiadł po prawicy Ojca, przystąpili do Niego zatroskani aniołowie z zapytaniem o przyszłe losy Królestwa Bożego?
Mam przecież tam swoich uczniów – .odpowiedział Syn Boży. Ale aniołowie widząc, jak słabi, jak mali i zawodni są Jego uczniowie, nie chcieli uwierzyć w takie kiepskie rozwiązanie i nalegali dalej:
Panie, naprawdę nie masz żadnego innego lepszego y planu?
– Nie; innego planu naprawdę nie ma i nie będzie – odparł Jezus.

1358. O BRAMIE DO PRAWA
Franz Kafka (1883-1924) maluje w jednym ze swoich opowiadań taki paraboliczny obraz:
Do strażnika strzegącego tajemnic prawa zgłasza się wieśniak i chce wejść do środka, aby spotkać się oko w oko z prawem. Strażnik zwodzi go, ciągle pod jakimś pretekstem odmawia mu wstępu. W końcu chłop się starzeje, traci cały majątek i umiera w nędzy. Umierając pyta się strażnika:
– Jak to jest? Wszyscy przecież pragną prawa, a przez te wszystkie lata nikt inny poza mną nie stał tu u bramy? Strażnik odpowiada:
– Tędy nie mógł przejść nikt inny prócz ciebie, gdyż to wejście było przeznaczone tylko dla ciebie; teraz odchodzę i zamykam je.

(83) 1361,1362,1363,1365,1366

1361. O PŁACZĄCYM DZIECKU I MODLITWIE
Pewnego dnia stary rabin odwiedził niespodziewanie swego syna; którego od dzieciństwa zaprawiał w pobożności i służbie Bożej. Przekroczywszy próg domu, ujrzał syna pogrążonego w modlitwie. W kącie stała kołyska z płaczącym dzieckiem. Ojciec odczekał chwilę, a potem zapytał zdumiony: – Synu, nie słyszysz, jak płacze dziecko?
– Ojcze, byłem zatopiony w Bogu – tłumaczył się syn. – Kto jest zatopiony w Bogu, słyszy nawet, jak mucha łazi po ścianie – odpowiedział doświadczony mąż Boży.

1362. O SZATANIE I KAZANIU
Lacordaire (1802-1861) – wielki kaznodzieja dominikański – schodził właśnie z ambony po wygłoszeniu płomiennego kazania, gdy podeszła do niego zachwycona słuchaczka i wyznała z egzaltacją:
– Jakże wspaniale dziś ojciec przemawiał…
– Spóźniła się pani – miał odpowiedzieć sługa słowa szatan powiedział mi to już na górze.

1363. O BIEDAKU I PIERŚCIENIU
W domu świątobliwego rabina, nigdy nie było pieniędzy w nadmiarze, ale wtedy, kiedy zastukał do drzwi pewien biedak, nie było naprawdę ani grosza. Mistrz dał wtedy potrzebującemu pierścień.
Po chwili dowiedziała się   tym żona rabbiego i wielkim głosem zaczęła biadać, że oddał taki
kosztowny klejnot; zdobny w ogromny szlachetny kamień, jakiemuś obcemu żebrakowi. Wtedy pobożny mąż kazał zawołać biedaka i rzekł:
– Właśnie dowiedziałem się, że pierścień, który ci dałem. ma dużą wartość; uważaj więc, żeby go nie sprzedać za tanio.

1365. O PRZYWIĄZANIU DO KRZYŻA
Paul Claudel (1868-1955) we wstępnej scenie swego Atlasowego pantofelka kreśli przekonywającą
wizję, w której rysuje sytuację wierzącego dziś (a może nie tylko dziś?!).
Oto rozbił się statek wiozący jezuitę-misjonarza. Okręt zatopili korsarze. Misjonarz przywiązany
do belki błąka się na tym kawałku drzewa po wzburzonych wodach oceanu. Przedstawienie zaczyna się ostatnim monologiem rozbitka:
„Panie, dziękuję Ci za to, że mnie tak związałeś. Nieraz uważałem, że Twoje przykazania są ciężkie, wola moja wobec tych nakazów była bezsilna i sprzeciwiała się im. Dziś jednak nie mogę już ściślej być z Tobą związany i chociaż mogę się poruszać, żaden z moich członków nie może się od Ciebie oddalić. Tak więc jestem naprawdę przymocowany do krzyża, ale krzyż, na którym wiszę, do niczego nie jest przywiązany, błąka się po morzu”.

1366. O BERECIKU
Opowiadają, że pewien trzeźwo reagujący pan (z narażeniem życia) uratował tonącego chłopca, który szarżując na rowerze, nieszczęśliwie wpadł wraz z wehikułem do rwącej rzeki (a była to późna jesień!). Człowiek ten bez namysłu zanurkował powtórnie i wyłowił też rower. Potem okrył chłopca swą
ciepłą kurtką i odprowadził do domu.
Zadzwonił. W drzwiach stanęła potężna postać ojca. Ojciec wysłuchał, co się stało. A na koniec zawołał z oburzeniem:
– A berecik, proszę pana, to gdzie?

(84) 1368,1370,1373

1368. O PROBOSZCZU I PIĘKNEJ KOBIECIE
Często widziano proboszcza, jak rozmawiał z piękną kobietą lekkich obyczajów. Do tego robił to publicznie, co parafianie jednogłośnie ocenili jako skandal.
Usłużni donieśli więc gdzie trzeba i pewnego dnia znalazł się pleban na „czerwonym dywaniku” u biskupa. Ordynariusz zrugał go, napomniał surowo i wygłosił porządną egzortę. Gdy skończył, winowajca
odezwał się tak:
– Wasza Ekscelencjo, zawsze sądziłem, że lepiej jest, rozmawiać z piękną kobietą i myśleć przy tym
o Panu Bogu, niż modlić się do Boga i myśleć o pięknej kobiecie.

1370. O CHODZENIU PO LINIE
Pewnego razu dwaj przyjaciele zostali oskarżeni wobec króla o wspólne przewinienie. Król, który ich lubił, chciał im okazać łaskę. Nie mógł ich jednak uniewinnić, bo prawo jest prawem i nawet słowo królewskie jest tutaj bezsilne. Ogłosił więc wyrok, aby obaj, jeden za drugim, przeszli po linie rozpiętej
nad głęboką przepaścią; ten, który dotrze do przeciwległego brzegu, zostanie przy życiu. Jak powiedział, tak uczyniono i pierwszy z przyjaciół dotarł cało do celu. Drugi, stojąc na swoim miejscu, zawołał:
– Przyjacielu, powiedz mi, jak zdołałeś przejść nad tą straszliwą przepaścią?
– Nie wiem – odparł tamten – powiem ci tylko, że jak mnie ciągnęło w jedną stronę, przechylałem się
w drugą.

1373. O ASCECIE I MYSZY
Surowy asceta siedział skupiony w jaskini i odprawiał swoje codzienne medytacje. Naglę zjawiła się u jego stop mysz i zaczęła obgryzać skórzane sandały pobożnego męża. Asceta otworzył oczy i wybuchł gniewem:
– Dlaczego przeszkadzasz mi w nabożeństwie? – Jestem głodna – pisnęła myszka.
– Uciekaj, głupia myszo – grzmiał asceta – jak śmiesz przeszkadzać mi w szukaniu zjednoczenia z Bogiem!
– Jakże chcesz się zjednoczyć z Bogiem – zapytała mysz – skoro nie jesteś zjednoczony nawet ze mną?