(19) 224,225,227,228,230

224. CO CZYNI CZŁOWIEKA SAMOTNYM?
Ziarno pszenicy ukryło się w stodole.
Nie chciało, aby je zasiać.
Nie chciało umrzeć.
Nie chciało się poświęcić.
Chciało uratować swoje życie.
Nie chciało być chlebem. Nie pojawiło się na stole.
Nie zostało pobłogosławione ani podzielone.
Nie dało życia.
Nie podarowało radości.
Pewnego dnia przyszedł rolnik.
Razem z kurzem stodoły wymiótł również i ziarno.

225. ROZTROPNY WŁADCA
Mieszkańcy pewnego miasta greckiego mieli ciekawy zwyczaj obierania sobie co roku nowego króla.
Mógł nim zostać tylko cudzoziemiec, który nie znał usposobienia i obyczajów przyszłych poddanych. Ci mniemali, że lepiej będzie im się wiodło, jeśli co roku będą mieli nowego władcę.
Prawie wszyscy nowo wybrani królowie żyli przez ten rok hucznie i wesoło. Kiedy rok panowania się kończył, porywani byli przez mieszkańców miasta i uprowadzani na bezludną wyspę, gdzie pozbawieni domu i pożywienia szybko umierali.
Pewnego roku wybrali sobie króla roztropniejszego od swych poprzedników. Ten za pieniądze dowiedział się od ludzi, jaki jest koniec królowania. Kiedy więc poznał swój przyszły los, wysyłał na wyspę przez cały rok okręty z żywnością i żołnierzami. Upłynął rok i króla spotkał ten sam los, co jego poprzedników.
Na wyspie znalazł jednak wszystko, co przedtem zgromadził. Wrócił z żołnierzami do miasta i panował już bez przeszkód wiele lat.

227. ODSUNĄĆ NIESZCZĘŚCIE
„Do młodego wikariusza w Hajdukach koło Katowic przychodziła matka z prośbą o modlitwę w intencji syna zesłanego do obozu w Oświęcimiu. Po pewnym czasie zjawił się w mieszkaniu księdza chłopak, który wrócił z Oświęcimia.
– Proszę sobie wyobrazić, co zrobiła moja matka. Wykorzystała to, że jeszcze nie mam 18 lat i podpisała za mnie volkslistę. Na tej podstawie zwolniono mnie z obozu.
Po upływie roku chłopca powołano do wojska. Zjawił się u księdza w mundurze niemieckiego żołnierza, narzekając na swój los.
Pewnego dnia do zakrystii przyszła zapłakana matka i pokazała wikaremu telegram, że syn zginął na
froncie za Wodza, Naród i Ojczyznę – bo takiej formułki używano.
– Proszę księdza, to już wolałabym, żeby zginął w Oświęcimiu! Wiedziałabym przynajmniej, gdzie
zginął, gdzie jest jego grób. Wiedziałabym za co zginął.

228. SKARB ŻYCIA
Wędrowny nauczyciel, Muretus, przebywając w jednym z włoskich miast, nagle zachorował. Jako że był biednym człowiekiem, umieszczono go w szpitalu dla bezdomnych.
Lekarze dyskutowali na temat jego choroby w języku łacińskim, co w czasach średniowiecza było rzeczą normalną. Nie przypuszczali jednak, że pacjent może rozumieć ten język. Uważając go za osobę nie przedstawiającą żadnej wartości, postanowili przeprowadzić na nim pewne doświadczenie medyczne. Na to bezdomny bakałarz odpowiedział im w ich naukowym języku: „Nie nazywajcie bezwartościowym tego, za którego umarł Chrystus”.

230. A PIĄTE PRZYKAZANIE?
Jane urodziła się z wrodzoną wadą serca i była skazana na rychłą śmierć w razie pozostawienia jej w
takim stanie. Operacja mogła uratować życie, lecz zdaniem specjalistów – lekarzy dziecko musiałoby leżeć w łóżku nie mogąc normalnie żyć, wiodąc życie kaleki i wymagając ciągłej opieki otoczenia. Nawet takie życie dziecka trwałoby jednak tylko -zdaniem lekarzy – około 20 lat, po czym musiałaby nastąpić śmierć. Mając takie perspektywy dla dziecka, rodzice zdecydowali, że nie będą poddawali dziecka operacji, która mogłaby uratować mu życie na lat 20. Zadecydowali więc zaraz o śmierci dziecka, ponieważ niewykonanie operacji było równoznaczne ze śmiercią. Aby jednak uniknąć oskarżenia o zabójstwo dziecka, wnieśli sprawę do sądu, aby wydał im urzędowe pozwolenie na niewykonanie operacji. Sąd… przychylił się do prośby rodziców, potwierdził ich decyzję, dziecka nie operowano, nastąpiła jego śmierć. Był to pierwszy wyrok sądu tego rodzaju w Stanach Zjednoczonych, a może w ogóle w świecie.

(20) 233,234,236,237,238

233. ZŁOTE ZIARNO
Pewien rolnik -jak opowiada legenda hinduska – niósł na plecach worek pełen pszenicy. W drodze spotkał Boga.
– Podaruj mi trochę ziaren – prosił go Wszechmocny. Chłop wyciągnął z worka jedno ziarenko i dał je Bogu. Stwórca potrzymał dar przez chwilę w dłoni i zwrócił Hindusowi. Zdumiony wieśniak spostrzegł, że ziarno jest… złote. Jeszcze długo, długo po tym wydarzeniu wyrzucał sobie swoją chciwość.

234. UŻYWAĆ ŻYCIA
Zbrodnia na krakowskich Plantach. Chciała „użyć życia” wielkomiejskiego i wpadła w męty społeczne.
Zginęła, gdy środowisko to chciała opuścić. Śledztwo doprowadziło do wykrycia i ujęcia mordercy, 28 letniego niebieskiego ptaka.
Małgorzata, córka uczciwej rodziny z podgórskiej miejscowości, nie lubiła pracy na wsi. Powiedziała sobie krótko, że chce „użyć życia”, a ponieważ natura nie poskąpiła jej urody, szybko ze służącej awansowała na barmankę w nocnym lokalu. Siostra młodej kobiety, która również przebywała w Krakowie, napisała do matki alarmujący list: „Przyjeżdżaj, aby nie było za późno. Małgośka schodzi na złą drogę”. Matka-wdowa zastała dziewczynę w hotelu, w pięknej sukni, obwieszoną biżuterią.
– Nie troszcz się o mnie – powiedziała córka do matki.
– Nigdy nie byłam tak szczęśliwa.
Matka odjechała, ale wymogła na dziewczynie, że przyjedzie na odpust. Odpust odbył się w niedzielę, w tę samą niedzielę, kiedy ciało dziewczyny wystawione było w kostnicy do rozpoznania.
Policja, prowadząc dochodzenie wśród bywalców nocnych lokali, stwierdziła, iż krytycznego wieczoru,
kiedy widziano po raz ostatni młodą „tancerkę” Małgorzatę, była ona w towarzystwie młodego człowieka, obracającego się wśród mętów społecznych.
Młody mężczyzna, syn zamożnej rodziny, którego ojciec zajęty był interesami i bywał rzadko w domu,
posiadał za dużo pieniędzy i jeszcze więcej pobłażliwości matki oraz babki. Początkowo bawił się w gronie „złotej młodzieży”, gdzie udawał „zucha”. Z czasem trafił między męty, w grono zawodowych szulerów. W dzień spał, w nocy zajmował się dwoma lokalami, w których miał kapitały. Sporo czasu spędzał na grach hazardowych, przy czym pomawiano go o „pomaganie szczęściu”. Jednocześnie zajął się jako „opiekun” młodą Małgorzatą, za którą musiał zapłacić jej poprzedniemu przyjacielowi „odstępne”.
W wyniku kilkunastogodzinnych przesłuchań oraz dochodzeń przyznał się do morderstwa. Oświadczył
on, że powodem zbrodni był fakt, że Małgorzata chciała opuścić środowisko mętów społecznych i wrócić do normalnego życia. Nie chciała jednak zapłacić „kary – odszkodowania”, której od niej zażądał aktualny „właściciel”. Pobita do nieprzytomności, polana benzyną i podpalona, zakończyła tragicznie młode życie.

236. BOŻY PLAN WOBEC ANNY
Przed wypadkiem 17 letnia Anna była przeciętną, miłą i wesołą dziewczyną. Żyła beztrosko pod opieką rodziców, chodziła do szkoły, była zakochana w chłopcu, z którym mieli zamiar się pobrać. Marzenia jej legły w gruzach. Skacząc do wody, uderzyła głową o coś twardego. Pęknięcie dwóch kręgów spowodowało paraliż ręki i nóg. Zaczął się dla niej okres buntu i rozpaczy, była bliska samobójstwa. Leżąc nieruchomo, we wszystkim zdana na innych, bez przerwy pytała: Jak Bóg mógł do tego dopuścić? Dlaczego właśnie ja? Jaki jest sens życia?
Potem zaczęła czytać Biblię. Zaczęła również swoje cierpienie wiązać z wiarą w Boga. Zrozumiała, że Bóg wybrał dla niej spośród wielu możliwości życia – życie człowieka sparaliżowanego. Zrozumiała, że nogi, które nie mogą chodzić i ręce, które nie mogą nic zrobić są jakąś nitką we wspaniałym wzorze Bożego planu.

237. NIE BYŁ SAM
W 1987 roku został porwany jako zakładnik przez terrorystów islamskich Amerykanin, wykładowca
Uniwersytetu w Bejrucie. Od razu został zamknięty w ciemnym pomieszczeniu. Żadnej wizyty, żadnego towarzystwa. Jedynym kontaktem z ludźmi był posiłek podawany mu bez słowa, raz dziennie, a od czasu do czasu badawcze oko strażnika, którego obecności można się było domyślić po dźwięku otwieranego judasza.
Strażnik przychodził sprawdzać przestrzegania przepisów. Więźniowi nie wolno było kłaść się na sienniku przed godziną gaszenia światła, pod groźbą poważnych kar. Ani książki, ani ołówka, ani papieru, ani pracy, ani rozrywki. W samotności tej myślał, że zwariuje podczas nie kończących się dni i nocy. Po jakimś czasie jednak odkrył obecność na dnie swego serca… W głodzie ciała i ducha odnalazł modlitwy z dzieciństwa, przywrócił pamięci wersety Ewangelii, słowa Mszy, o których myślał, że są zapomniane. Każdego dnia odnajdywał ich więcej i powoli je powtarzał na nowo. Przedłużał te chwile łaski. Nie był już sam i w ten sposób „przetrzymał”, a także pogłębił się. Kiedy wyszedł stamtąd po upływie 4 lat, był innym człowiekiem, bardziej człowiekiem, a jednocześnie chrześcijaninem.

238. POTRZEBNY JAK POWIETRZE DO ŻYCIA
Ksiądz na lekcji religii powiedział uczniowi:
– Jeśli chcesz, Bóg przyjdzie do Ciebie.
Ten nie zrozumiał do końca, co mogą znaczyć te słowa. W czasie wakacji obydwaj kąpali się razem w
rzece i ksiądz zachęcił chłopca: „zanurkuj!„
Kiedy uczeń znajdował się pod wodą, katecheta przytrzymał go do chwili, aż zaczęło brakować mu
świeżego powietrza. Potem puścił.
– Czego chciałeś – zapytał – tam, pod wodą?
– Powietrza.
– Czy podobnie pragniesz Boga?
– Nie.
– A więc znajdziesz Boga dopiero wtedy, gdy będziesz Go potrzebował jak powietrza do życia.

(21) 244,249,252,253,259

244. BŁĄD W OBLICZENIACH
Kardynał Faulhaber siedział na uroczystym przyjęciu tuż obok profesora Einsteina. Znany fizyk, twórca teorii względności, zagadnął dostojnego sąsiada:
– Eminencjo, co powiedziałby pan na to, gdyby matematycy czarno na białym udowodnili, że nie ma Boga?
– Czekałbym cierpliwie do chwili, aż odnaleźliby błąd w swoich obliczeniach.

249. O TOLERANCJI
Maria Konopnicka w noweli „Mendel Gdański” ukazuje dwie rożne postawy wobec przedstawiciela innej religii. Widok modlącego się Żyda jest dla grupy lekkomyślnych chłopców okazją do kpin, chuligańskich wybryków. W tym samym czasie przechodzący obok tego miejsca ksiądz uchylił kapelusza na znak szacunku dla człowieka, który modlił się do Boga. Wszelkie przejawy tryumfalizmu czy wyższości są zaprzeczeniem tolerancji i wolności, których domagamy się od innych.

252. MIŁOŚĆ KTÓREJ NIE MOŻNA KUPIĆ
Przed urodzinami swojej córki do sklepu z zabawkami przyszli rodzice i zwrócili się do sprzedawczyni:
– Wie pani… Cały dzień jesteśmy w pracy, poza domem. Chcielibyśmy kupić coś, co ucieszy dziecko, na dłuższy czas je zajmie, ukoi samotność.
– Bardzo mi przykro, proszę państwa – uśmiechnęła się przyjaźnie sprzedawczyni – ale nie prowadzimy
sprzedaży rodziców

253. WSPOMNIENIA
Hałas i krzyki przy wejściu do kościoła. Chciano wyrzucić kobietę. Ludzie wołali:
– To prostytutka. Taka może okraść kościół. Ksiądz obronił ją. Poszli razem do zakrystii. Chciała się wyspowiadać.
– Stałam na ulicy. Obsypał mnie śnieg. Przypomniała mi się moja biała sukienka do pierwszej Komunii św.

259. MIŁOŚĆ WSZYSTKO POKONA?
Swoje życie wewnętrzne ja, Małgorzata zawdzięczam mężowi. A mówiąc dokładniej, zawdzięczam je postawie, jaką on zajął wobec mnie w pewnym mało chwalebnym okresie mego życia małżeńskiego; byliśmy już pięć lat po ślubie, mieliśmy dwoje dzieci, a ja byłam niewierną żoną. Kochałam jednak swego męża i nie chciałam burzyć jego szczęścia. Dokładałam więc wszelkich starań, aby nie mógł on niczego podejrzewać.
Jego miłość do mnie, zupełnie wyjątkowa, pogłębiała się z dnia na dzień. Pewnego wieczoru – pamiętam to tak, jakby to było wczoraj – wyraził mi swoją czułość, szacunek i podziw w słowach, które mnie dotknęły w samo serce. Tego już było za dużo. Wyrwały mi się wtedy słowa:
– Gdybyś wiedział!
– Wiem – odpowiedział mi.
To słowo wywołało we mnie wybuch oburzenia równie gwałtowny jak niesłuszny :
– A więc dlaczego grasz tę potworną komedię?, bo albo nie cierpisz nad tym, o czym wiesz, i to dowodzi, że mnie nie kochasz, albo jesteś tym wzburzony i twój spokój jest kłamstwem.
Byłam zupełnie wyprowadzona z równowagi, agresywna, szydercza, raniłam go. On przeczekał, aż burza ucichnie. Potem spokojnie, poważnie, serdecznie powiedział:
– Zrozum! Od sześciu miesięcy cierpię strasznie, ale moje cierpienie było dla mnie do zniesienia,
ponieważ mnie nie niszczyło, podczas gdy twoje zło niszczyło ciebie i moja miłość tego znieść nie mogła.
Widziałem jasno, co powinienem zrobić i tylko to mogłem zrobić: kochać ciebie jeszcze bardziej niż dotychczas, abyś odrodziła się dla miłości, aby ta miłość zupełnie nowa nie tylko spaliła swoim płomieniem twoje zło lecz także stworzyła w tobie nowe serce, nową czystość, piękność bardziej olśniewającą niż kiedykolwiek. I rzeczywiście miłość, dar przebaczenia ze strony męża uczyniły ze mnie nową istotę.

(22) 263,264,265,271,278

263. TO TY
Pieśń truwerow prowansalskich opowiada o miłości dwojga ludzi. Zdobywczy i zuchwały młodzieniec zapukał pewnej nocy do drzwi swej wybranki. Ona pyta:
– Kto tam?
– To ja – odpowiada młody człowiek.
Ona nie chce otworzyć i mówi ostro:
– Idź sobie!
Młodzieniec odchodzi nieprzytomny ze złości – oświadczając, że zapomni o ukochanej, że już o niej zapomniał. Podróżuje po całym świecie. Nie znajduje jednak zapomnienia. Miłość nieodwołalnie prowadzi go znowu pod dom ukochanej. Ta sama rozmowa, co za pierwszym razem. Dziewczyna, odprawiając go, dodaje tylko krótkie, tajemnicze zdanie :
– Nie mówisz jedynego słowa, które pozwoliłoby mi otworzyć ci.
On oburzony, zaintrygowany, przygnębiony odchodzi, lecz tym razem nie po to, by szukać zapomnienia w dalekich podróżach. Idzie w głębokie wąwozy na długie rozmyślania. Złość i namiętność powoli ustępują w nim miejsca mądrości. Jego miłość traci gwałtowność, a zyskuje głębię i po latach znowuż doprowadza młodego mężczyznę nieśmiałego, pokornego i bardziej niż kiedykolwiek żarliwego do ukochanej. Puka dyskretnie.
– Kto tam?
Odpowiada cicho:
– To ty.
I natychmiast drzwi się otwierają.

264. CZYM JEST SZCZĘŚCIE?
Andrzejowi zawsze sprzyjało szczęście. Andrzej odnosił zawsze same sukcesy w życiu. Kobiety go uwielbiały. Dorobił się sporego majątku. Miał dwa domy, kilka samochodów. Od kilku lat nie zaznał goryczy klęski. Ale był już nieco zmęczony swoim powodzeniem.
Doskonałość ludzka jest zmorą! – zawołał, gdy pewnego wieczoru siedzieliśmy razem przy herbacie.
– Co z tego wynika? – spytałem.
– Pojadę na pustynię. . .
– Co?!
– Założę tam plantację truskawek i włożę w nią cały mój majątek – wyjaśnił Andrzej.
– Wolne żarty.
– Nie śmiej się – powiedział Andrzej. – Ja chcę koniecznie ponieść klęskę, chcę zbankrutować, chcę stracić wszystko i wreszcie przerwać passę tego nudnego szczęścia. Jestem, przyjacielu, człowiekiem szczęśliwym, którego unieszczęśliwił nadmiar szczęścia.
– A czy ty kiedykolwiek – zapytałem – zastanawiałeś się nad tym, czym właściwie jest szczęście?
– Nie. . . – Andrzej podniósł niepewny wzrok – ale wiem jedno, że do pełni szczęścia potrzebna jest spora ilość klęsk. . .

265. PROSZĘ ZAPALIĆ ŚWIATŁO
Podczas pierwszej spowiedzi dziecko podchodzi do konfesjonału, żegna się i… cisza.
Po chwili milczenia słychać błagalny szept:
– Niech ksiądz zapali światło, bo nie widać grzechów.

271. KAMIEŃ RZUCONY..
Październik 1896 roku. Przedmieście Paryża zwane Cayenne. W okolicy, gdzie zagnieździły się nędza i występek nikt nie widział sutanny. Przybycie księdza było sensacją.
– Czarny kruk, klecha. . .- dały się słyszeć głosy. Jeden z gawiedzi podniósł kamień i rzucił nim w
duchownego. Rzut był celny, w samą twarz.
Kapłan podniósł z ziemi pokrwawiony kamień i zawołał:
– Wiedz bracie o tym, że ten kamień włożę w fundamenty kościoła, który dla was tu zbuduję.
Dotrzymał słowa ks. Macciawelli. Po dziś dzień na tym miejscu widać kościół poświęcony Matce Bożej
Różańcowej.

278. PRAWDZIWE POZNANIE
Niemiecki matematyk i filozof Wilhelm Leibniz ( 1646 – 1716), pewnego razu przeprawiał się przez rzekę w towarzystwie przewoźnika. Wypytywał go, czy coś wie o matematyce, geometrii, filozofii i astronomii.
Wiosłujący przewoźnik odpowiadał, że nic nie wie o tych naukach, uczony zaś za każdym razem stwierdzał, że na zgłębianiu tych nauk stracił trzy czwarte swego życia.
Łódka w pewnym momencie zawadziła o podwodną przeszkodę i wywróciła się.
– Umie pan pływać? ! – zawołał przewoźnik do uczonego.
– Nie umiem! – krzyczy przestraszony filozof.
– To proszę trzymać się moich pleców, bo straci pan naraz wszystkie cztery czwarte swego życia!
Niech zakończeniem tej historii będzie komentarz wzięty od św. Augustyna: „Nieszczęśliwy jest
człowiek, który wie wszystko, ale nie zna Boga. „

(23) 281,285,287,289,291

281. ANTYREKLAMA
Pewien cyrulik starał się pozyskać klientelę wśród tzw. wolnomyślicieli. Na każdym kroku podkreślał, że nie wierzy ani w Boga, ani w życie pozagrobowe.
Utartym zwyczajem wyrwał się kiedyś przed nieznajomym klientem ze swą niewiarą. Otrzymał jednak dobrą nauczkę:
– Człowiekowi, który nie wierzy w Boga, ani w wieczną odpłatę, nie powierzyłbym nawet psa, a cóż dopiero moją szyję! Do widzenia panu.

285. NAJWŁAŚCIWSZY
Gdy flota rosyjska wybierała się z oficjalną wizytą do Francji, car Aleksander III polecił przedstawić sobie listę admirałów, mówiących po francusku. Ołówkiem niebieskim miały być podkreślone nazwiska władających tym językiem płynnie, a czerwonym tych, którzy mówili po francusku słabo. Gdy mu tę listę
przedstawiono, zapytał, który z admirałów mówił najgorzej po francusku, a po usłyszeniu odpowiedniego nazwiska, oświadczył:
– On właśnie będzie dowodził flotą.
Na pytanie o przyczynę takiej właśnie decyzji, car odrzekł:
– Chcę, żeby pojechał ten, kto najmniej będzie mówił, a dobrze dowodził.

287. CHWALMY PANA
„Pieśń sługi. „ Tytuł rozmyślań znanego teologa moralisty, ojca Bernarda Haeringa. Spisywał te rozważania w szpitalu, po operacji strun głosowych. Kiedy przed drugą i najpoważniejszą operacją zapytał lekarza czy będzie mógł jeszcze kiedykolwiek śpiewać, otrzymał życzliwą odpowiedź:
– Nawet jeżeli ksiądz nigdy już nie będzie mógł śpiewać, to życie księdza będzie chwalić Pana.
Tymi słowami lekarz wzruszył zakonnika. Wyraził bowiem sedno powołania kapłańskiego, powołania wszystkich chrześcijan.

289. ON JEST W TOBIE
Dlaczego trudzisz się szukając Boga tak, jakby On był na zewnątrz ciebie? On jest w tobie. Tam wyznacza ci spotkanie i tam na ciebie czeka. Tam pozwoli ci się znaleźć, gdy uzna to za słuszne.
Matki hinduskie, chcąc nauczyć swe dzieci tej wielkiej prawdy, opowiadają im następującą legendę:
Pewnego razu, bardzo dawno temu, koźlę piżmowca górskiego zostało zwabione wonią piżma. Biega więc po puszczy w poszukiwaniu piżma. Biedne zwierzę wyrzeka się jedzenia, picia, snu. Nie wie, skąd pochodzi zew tej woni, ale czuje, że musi jej szukać w wąwozach, lasach i na wzgórzach.
Wreszcie zgłodniałe, zmęczone, pędząc na oślep, ześliznęło się ze skały i runęło w przepaść. Ostatni odruch śmiertelnie rannego zwierzęcia to odruch litości dla samego siebie i dlatego liże swą pierś. . . Tymczasem gdy koziołek upadł, pękł jego woreczek z piżmem i zapach się rozszedł. Koziołek westchnął głęboko i próbuje wdychać woń, której tak długo szukał – lecz jest już za późno. O ukochany synu, nie szukaj Boga poza sobą, abyś nie zginął w dżungli życia, lecz szukaj w swej duszy i zobacz, że On tam jest.

291. ŻYCIOWA WYGRANA
Po pomyślnie zdanym egzaminie student zwierzył się znajomemu profesorowi, że nareszcie znalazł swój ideał dziewczyny. Zaczął wyliczać zalety jej charakteru: jest nadzwyczaj miła, towarzyska. Doświadczony nauczyciel wziął kredę i napisał na tablicy zero.
– Moja ukochana jest skromna. . . Egzaminator dopisał drugie zero.
Student wymieniał dalsze pozytywne cechy wybrania swojego serca, bardzo zdolna, wspaniale gotuje, jest naprawdę śliczna.
Na tablicy pojawiały się kolejne zera. Zdezorientowany chłopak nie wiedział o co idzie w tej grze. Na końcu dodał jeszcze: – a przy tym wszystkim jest bardzo religijna.
Przed sześcioma zerami nauczyciel z nieukrywaną satysfakcją dopisał cyfrę jeden. Powstała wielka liczba. Student wygrał „życiowego” miliona.

(24) 294,295,297,300

294. LUDZKA PRÓŻNOŚĆ – LUDZKIEJ NIEDOLI
Cesarz brazylijski Piotr II (1825 -1891), władca pełen litości dla biednych i nieszczęśliwych, postanowił
swego czasu wybudować w Rio de Janeiro, wielki szpital połączony z przytułkiem dla kalek. Z własnych dochodów nie mógł, niestety pokryć wszystkich kosztów budowy. Wydał więc odezwę do społeczeństwa nawołującą do składania ofiar. Wbrew oczekiwaniom wpłynęło ich niewiele. Cesarz pojął po pewnym czasie, że tym sposobem nigdy nie zbierze potrzebnej kwoty. Chwycił się innego środka, a mianowicie ogłosił, że każdy, kto ofiaruje na budowę szpitala sto tysięcy milrejsow otrzyma tytuł barona, o kto da dwieście pięćdziesiąt, otrzyma tytuł hrabiego. I oto, jak za skinieniem różdżki czarodziejskiej, pieniądze zaczęły napływać do kasy w ogromnych ilościach. Dawał kto mógł, aby dogodzić swojej próżności.
Nadszedł długo oczekiwany dzień poświęcenia szpitala, zebrały się przed nim wielkie tłumy, a obok
cesarskiej świty stanęli wszyscy nowomianowani „baronowie” i „hrabiowie”, z niecierpliwą ciekawością spoglądając na olbrzymie płótno zasłaniające napis, wykuty nad głównym wejściem do budynku szpitala.
Wreszcie zdjęto materiał, na twarzach nowej „szlachty” pojawił się rumieniec wstydu i upokorzenia, przeczytali bowiem następujące słowa: „Ludzka próżność – ludzkiej niedoli.” Napis zachował się do dnia dzisiejszego.

295. SĄSIAD W POTRZEBIE
Zimowy wieczór. Odwiedziny duszpasterskie popularnie zwane kolędą.
– Do sąsiadki pójdę razem z księdzem.
– Dziękuję, trafię sam.
– Tak, ale ja mam klucz do niej, ona sama nie otworzy, bo ledwie chodzi. . .
– Rzeczywiście: jedna ręka na lasce, druga na poręczy krzesła. Powłóczy bezwładnie nogami. A w
mieszkaniu posprzątane, czyściutko.
– Jeszcze dużo mogę zrobić sama, tylko już nie wychodzę. Ale mam sąsiadkę. . .
Ma sąsiadkę. Nie zgłasza gotowości, nie przystępuje do akcji. Ma tylko klucz do mieszkania niedołężnej kobiety, aby wejść do niej we dnie czy w nocy, kiedy będzie potrzeba. A potrzeba jest tak blisko.

297. ZATWARDZIAŁE SERCE
Amerykanin Joseph Harrison mimo swoich 18 lat miał zaledwie 130 cm wzrostu, ważył 35 kg. Z
wyglądu – dziewięcioletnie dziecko.
Długo lekarze nie mogli wpaść na ślad choroby, która powstrzymywała rozwój organizmu młodego
mężczyzny. Wreszcie jeden z nich poznał właściwą przyczynę. W dzieciństwie pod wpływem silnego uderzenia twardą piłką w pierś i wewnętrznego krwawienia, wytworzyła się wokół serca Josepha Harrisona wapienna skorupa, gruba na 3 milimetry. Była ona tak twarda że przy operacji złamał się na niej skalpel i trzeba ją było kruszyć kleszczami. Twarda powłoka powstrzymywała wzrost serca i obieg krwi, tkanki organizmu nie mogły się rozrastać.
Rzadki to wypadek w historii medycyny, ale o wiele częstszy – w świecie ducha. Niestety!

300. PIERWSZY DZIEŃ WYTRWANIA
Do proboszcza przyszedł mężczyzna w sile wieku i poprosił o Mszę św. z okazji srebrnego jubileuszu
małżeństwa. W oznaczonym dniu przywiózł na wózku swoją żonę, zaniósł na rękach jak dziecko przed ołtarz.
Dziwny to był widok. Kobieta spostrzegła, że jej obecność zrobiła na księdzu ogromne wrażenie,
zwróciła do niego rozpromienioną ze szczęścia twarz i powiedziała:
– Ksiądz zapewne się dziwi temu co w tej chwili widzi. Już 24 lata jestem sparaliżowana. W rok po
naszym ślubie stało się nieszczęście, zostałam kaleką i ciężarem dla męża. Nic nie miał ze mnie w ciągu tych 24 lat. A jednak z dumą muszę powiedzieć, że mój mąż przez te wszystkie lata tak był mi wierny, jak w pierwszym dniu naszego małżeństwa.

 

(25) 301,304,305,319,322

301. DAWCA CZY DARY
Etiuda filmowa. W ubogiej wiejskiej chacie mieszka młode małżeństwo. W dniu urodzin swej żony mąż udaje się do pobliskiego miasta, zabrawszy niewielkie oszczędności. To szaleństwo wydawać je, ale gdy się kocha. . . Powraca uszczęśliwiony z cenną paczuszką i natychmiast wręczają żonie.
Ta zdumiona rozwija i widzi parę pięknych pończoch – dla niej, ubogiej kobiety ze wsi, która nie nosiła czegoś takiego! Podziwia je, składa i rozkłada, przytula je, nie zauważając, że mąż zasmucony odchodzi. Czuł się niepotrzebny. . . Wtedy młoda kobieta zrozumiała. Chwyta nożyczki, tnie pończochy, ma żal do tego, co na chwilę odwróciło jej uwagę od ukochanego. Potem rzuca się w objęcia swego męża.

304. ROZUMIEĆ MIŁOŚĆ
Trzyletnia Jadzia płakała, rozpaczliwie wskazując na nóżkę. Niania wzięła dziecko na ręce,
zdjęła mały but, w którym znalazła drobny kamyk.
– O, zobacz! – zawołała – to on zrobił ci tyle przykrości. Zły! Wyrzucimy go.
Matka, która była mimowolnym świadkiem zdarzenia, poprosiła opiekunkę dziewczynki:
– Włóż jej kamyk z powrotem. Mówię poważnie: zrób, jak ci każę.
Z oporem bo z oporem, ale posłuchała. Matka podeszła do drzwi, odwróciła się, pochyliła i z
serdecznym uśmiechem zawołała córkę do siebie:
– Ty mnie kochasz, więc przyjdź mnie uściskać z kamykiem w buciku, tylko proszę nie płacz.
Dziecko poszło bez płaczu, nieco utykając. Matka przytulając małą wypowiedziała słowa, których wówczas córka nie zrozumiała, ale które jej potem nieraz przypominała:
– Postępuj zawsze tak, jak teraz. Idź swoją drogą nie patrząc na przeszkody i cierpienia, których nie zabraknie ci w życiu. Pamiętaj o słowach mamy: „Do nieba idzie się zawsze z kamykiem w bucie! „

305. CZARNA NIEWDZIĘCZNOŚĆ
Szkocki poeta Robert Burns (I759 -1796), przechadzał się nad brzegiem Tamizy. Zdarzyło się, że był świadkiem dramatycznej sceny. Oto wskutek własnej nieostrożności wpadł do rzeki bogaty kupiec i byłby niechybnie utonął, gdyby nie pospieszył mu z pomoc jakiś biedak.
Uratowany odwdzięczył się wybawcy zaledwie drobną monetą. Świadkowie wydarzenia byli tak oburzeni niewdzięcznością bogacza, że niewiele brakowało, a wrzuciliby go ponownie do wody. Wtedy Burns ich uspokoił: – Ludzie, opamiętajcie się! On sam przecież najlepiej wie,
ile jest wart. . .

319. PRÓBA MIŁOŚCI.
Dłuższe rozstanie niejednokrotnie jest sprawdzianem miłości małżeńskiej. Mąż przebywający za oceanem pisze list do żony, w którym chce wypróbować stałość jej uczuć. W liście tym donosi, że po tragicznym wypadku amputowano mu nogę i obcięto rękę do łokcia. Leży w szpitalu i jest kaleką. Nie chce być dla niej ciężarem, więc może się uważać za wolną. Prosi tylko, by mu odpisała, jak się chowa i czuje ich jedyna córeczka, Zosia. Żona odpisała: „Na pielęgniarkę nie jestem stworzona. Zostań w szpitalu. Twoja młoda żona chce żyć – niech los oszczędzi ci cierpienia. „ Dziecko jednak skrycie dopisało: „Wracaj do domu tato, bo bez ciebie: jest mi bardzo smutno. Mama się cieszy i chce mi dać nowego papę, ale ja ukradkiem modlę się do Boga. „ Dziesięcioletnia dziewczynka, tak jak umiała napisała wiersz do swojego ojca.
„Przyjeżdżaj zaraz. Ja nie taka mała Będę Cię co dzień na spacer woziła, Będę Ci włosy czesała, twarz myła, I bardzo mocno będę Cię tuliła. Narwę Ci kwiatków, będę Ci czytała. Serce me będzie szczęśliwe jak w niebie, Gdy choć jedną ręką przytulisz do siebie. Tylko przyjeżdżaj, wyjdę Cię przywitać. „
Ojciec pewnego dnia przyjechał. Córka czekała już na peronie. I patrzy zdziwiona – ojciec jest cały i zdrowy. Pyta o mamę. Dziecko odpowiada:
„Mama na spacerze śmieje się i raduje, Nowego tatę dać mi obiecuje.”
Ojciec płacze i chce dziecko odprowadzić do matki, lecz córka szepce: „Nie, tato, ja chcę z Tobą.

322. UPOŚLEDZONY?
– Czy. . . , czy jestem bardzo głupi? – pyta siostrę Gabrielę ośmioletni Andrzej. Na twarzy zniekształconej mongolizmem rysuje się głęboka troska.
– Co ci przyszło do głowy? Oczywiście, że nie – odpowiedziała z uśmiechem zakonnica i przytuliła chłopca.- Masz wszystko czego potrzeba, aby Bóg był zadowolony z ciebie i wszyscy ludzie cię lubili.

(26) 327,332,335,346,352

327. POTĘGA MODLITWY
Pewien święty człowiek, chcąc jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga, zamieszkał w górskiej jaskini. Okoliczni wieśniacy przysyłali mu owoce i chleb, a nieraz nawet przychodzili do niego. Młodzi ludzie protestowali przeciw takiej rozrzutności w stosunku do „niepożytecznego człowieka”. Lecz starcy zamykali usta młodym racjonalistom. – Trzeba posyłać ofiary świętemu człowiekowi bez względu na to, czy żyje on dla czyjegoś dobra, czy nie. Czyż świętość nie jest klejnotem życia?
Pewnego dnia, po dwudziestu latach, znaleziono go nieżywego u wejścia do groty. W sześć miesięcy później we wsi została popełniona straszna zbrodnia. Ludność była pełna oburzenia i strachu. Ludzie starzy usunęli się, aby pościć i modlić się. W pewnej chwili jeden z nich wykrzyknął:
– Odkryłem przyczynę!
I wyjaśnił zgromadzonym wieśniakom:
– To prawda, że święty człowiek w ciągu całego czasu, który spędził w swej grocie, nigdy nie ruszył palcem, aby nam pomoc czy wesprzeć biednego ani pielęgnować chorego. Jego życie jednak tworzyło życie lepsze. Wszystko było w porządku wśród nas. Nikt nie odebrał życia swemu bratu, dopóki żył święty. Czyż to nie jest wyraźny znak? On nigdy nie pracował dla nas, lecz jego obecność nie dopuszczała do nas nieszczęścia, jak lew nie dopuszcza wilków

332. POTRZEBNY PO ŚMIERCI
Poeta chiński Li Tai-po umierając, kazał umieścić na swoim nagrobku następujący napis:
„Umarł, ponieważ był potrzebny Bogu na tamtym świecie. „

335. JEDEN ZE SWOICH
Kim jest Jezus Chrystus dla Włodka, nieślubnego dziecka sprzątaczki? Jednym ze swoich ludzi. Był zwykłym cieślą, nie miał wykształcenia, apostołowie, Jego przyjaciele, to przecież rybacy, prości robotnicy, Magdalena, która Go kochała, przedtem nawet zarabiała sobą. Nie napisał nawet ani jednej książki, a teraz Jego nauki słucha cały świat, i to przez tyle wieków.
Włodek myśli czasami, jak On to zrobił, że był nikim, a potem stał się Kimś aż tak wielkim.
Był Bogiem, nie mógł być zwykłym człowiekiem. Jezusowi było – ciężko, a jednak żył tak poprawnie, bez najmniejszego grzechu. Jest dla Włodka wzorem tego, jak żyć, jak być wytrwałym, mądrym, dzielnym i wielu innych cech. Jak czasami pomyśli o Nim, to jest mu trochę lżej, radośniej, nie załamuje się. Niedawno dziewczyna, która Włodkowi się spodobała, na odchodne powiedziała do niego, że jest „z dziadostwa”, bardzo to go bolało,
pewnie dlatego, że to prawda, i dlatego, że tak „ mocno pragnie nim nie być. Jezus też był z „dziadostwa”. Jemu pluli w twarz, poniewierali i mówili, że z Nazaretu to nic dobrego.

346. MIŁOŚĆ SAMEGO SIEBIE
Sławnego kaznodzieję Abrahama a Santa Clara ( 1644 – 1709), nachodziła pani, która modliła się często w kościele, a pomimo tego narzekała, że jest na świecie największą grzesznicą.
Przenikliwy mąż, widząc, że skargi nie tyle wykraczają przeciw szacunkowi do samego siebie lecz są oznaką pychy, gdyż pokorny człowiek nie chełpi się pokorą, rzekł do niej:
– To dosyć smutne, że ma pani odwagę publicznie obnażać największą słabość charakteru. Z osobą, która jest największą grzesznicą na ziemi, nie chcę mieć nic do czynienia.
Kobieta na takie dictum zerwała się oburzona z miejsca i odparła:
– Kto może choć jedno złe słowo na mnie powiedzieć? Przecież nic złego nie zrobiłam! Nie ukradłam, nie zabiłam, do kościoła chodzę, poszczę regularnie, spełniam dobre uczynki.
Abraham a Santa Clara usłyszawszy to, odwrócił się i odszedł od „pobożnej” grzesznicy.

352. SKRUCHA
Cesarz austriacki Franciszek I (1768 -1835), zwiedzał więzienie. Po wejściu do celi rzuciło
mu się do nóg kilku skazańców, prosząc o łaskę, zapewniając, że byli niewinni. Powtarzało
się to w każdej celi. Wreszcie jeden więzień nie poruszył się na jego widok.
– Za co tu siedzisz? – spytał zdziwiony władca.
– Za kradzież, rozbój, gwałt i oszustwo.
– Popełniłeś to wszystko?
– Tak.
Cesarz zwrócił się do naczelnika więzienia:
– Proszę wypuścić łotra, by nie psuł zacnych ludzi, którzy tu siedzą. . .

(27) 354,363,364,367,368

354. NARESZCIE ŻYJĘ
…On nie kochał mnie. Kochał we mnie kobietę, a mówiąc dokładniej kobiecość: byłam tylko typem kobiety, który mu odpowiadał. Kiedy dostrzegł, że jestem „kimś”, kiedy spotkał moje „ja”, poczuł się zażenowany, nie wiedział, co począć z czyimś ja, z żyjącą osobą. Odtąd coś w życiu przeszkadzało, zawadzało. Coś, a może raczej ktoś odbierał mu prawo do tego, aby był sam, z rzeczą, która jest jego własnością; ktoś, kto dochodził swoich praw, a przede wszystkim prawa do tego, aby być uznaną za osobę jedyną, niepowtarzalną. Tego było za
dużo. Odsunął się, wydawał się jakby zagrożony w swoim posiadaniu. Stałam się dla niego intruzem; pozwoliłam sobie bowiem być sobą, podczas gdy on domagał; się ode mnie, abym była przedmiotem, przyjemnym i wygodnym okazem kobiecości. Oddalił się; zaczął szukać gdzie indziej i pewnego dnia znalazł inną kobietę, która – przynajmniej tak mu się wydawało –
zgodziła się być jego rzeczą. Po bardzo ciężkich miesiącach, kiedy przechodziłam kolejno od wściekłości do rozpaczy i gdy osaczały mnie wszelkie pokusy, teraz już nie mogę mieć do niego żalu. Dziś już osiągnęłam spokój, a raczej to spokój wziął mnie w posiadanie.
A zawdzięczam to jemu. Przez cierpienia niekochanej żony zostałam doprowadzona do zrozumienia, jaką miłością Bóg mnie miłuje. Wiem teraz, że Bóg nie kocha mnie jako istotę ludzką ani dlatego, że kocha ludzkość, lecz dlatego, że jestem Agnieszką. Bóg nie jest jak słońce, które daje swe ciepło wszystkim stworzeniom: obojętnie i bez uczucia. On daje mi swoją miłość, daje mi Siebie, ponieważ ja jestem sobą. Bóg to nie pani z towarzystwa
dobroczynnego, która kocha biednych, lecz nigdy nie poświęci chwili czasu, aby każdemu z nich spojrzeć w oczy i poznać imię tego, kogo wspomaga. Po co – ona kocha „biednych”. Nic takiego nie ma w Bogu. To mnie, Agnieszkę, kocha Bóg, a kocha dlatego, że jestem Agnieszką. On zna moje imię wieczne. Nazywa mnie moim imieniem. Niecierpliwie czeka mojej odpowiedzi. Nie jest zazdrosny o moją samodzielność i osobowość. Dla Niego nie jestem rzeczą, którą się nabywa i której się używa, lecz wolnością, która daje siebie, a którą
On bezgranicznie szanuje. Dzięki Jego miłości jestem pogodzona sama z sobą i z innymi. Bóg wyzwolił w moim sercu źródła nadziei. Nareszcie żyję

363. DAWANIE PRZYKŁADU
Brat Andreas zapytał ojca Pimena:
– Czy chcesz ojcze, abym przekazał innym braciom twoje polecenia?
– Nie – odpowiedział starzec – Najpierw wypełnij to co do Ciebie należy. Jeśli chcą dobrze żyć, będą na ciebie patrzeć.
– Ale oni sami chcą, abym im rozkazywał!
– Nie – powtórzył przeor. – Bądź dla nich przykładem, a nie rozkazodawcą.

364. SEMPER FIDELIS
W 1856 roku podczas wykopalisk, archeolodzy odkryli w starożytnej szkole kadetow, położonej na Palatynie – krzyż, nieudolnie wyżłobiony gwoździem w ścianie. Obok krzyża stał młodzieniec i w modlitewnym geście wyciągał do niego swoje ręce. Na krzyżu wisiał człowiek, jego głowa była… głową osła. Rysunek uzupełniał podpis: „Alexamenis sebete theon” – Alexamenos czci swego Boga. Karykatura, szyderstwo z krucyfiksu. Archeolodzy datowali znalezisko na lata: 123 – 126 po narodzeniu Chrystusa. Jedno z  najwcześniejszych przedstawień krzyża. Szydercza karykatura? Chrystus przedstawiony jako osioł i każdy kto go czci jest także osłem? Co to miałoby znaczyć? W 1870 roku badacze odnaleźli w innym pomieszczeniu jednoznaczną odpowiedź młodego chrześcijanina Alexamenosa. Na cokole
pod posągiem boga wojny Marsa widniał napis wyskrobany gwoździem: „Alexamenos fidelis” – Alexamenos pozostaje wierny i wierzący.

367. POD PRĄD
Ralph Waldo Emerson ( 1803 – 1882), amerykański pisarz i filozof, często dawał zaskakujące rady swoim znajomym, nawet, gdy o to nie prosili.
Któregoś dnia znajomy pisarza melancholijnie stwierdził, że życie jest jak rzeka. Niesie człowieka w nieznane. Na to Emerson:
– Tylko „troszkę” masz rację. Rzeka niesie na swojej fali wszystko, co lekkie i słabe, na przykład śmiecie. Płyń pod prąd. Śmiecie popłyną w nieznane, a ty dotrzesz do czystego źródła. Chyba, że jesteś lekki i bez mocy, wtedy trzeba się zdać na siły losu.

368. DEKALOG KAZANIA NA GORZE
1. Błogosławieni ubodzy i cierpiący w Duchu.
2. Szlachetne usposobienie i poczucie delikatności są znakiem chrześcijańskiej miłości.
3. Bóg i człowiek nie są dla siebie nawzajem konkurentami.
4. Uczyń ze swojego wroga jak szybko jest to możliwe przyjaciela.
5. Zbuduj ze wszystkiego co cię otacza nowy fundament, aby jeszcze bardziej kochać.
6. Nie stawiaj granic miłości! Bądź całkowicie miłosierny jak twój Ojciec w Niebie.
7. Zauważ drzazgę we własnym oku, a przeocz belkę w oku innych.
8. Bądź mądry w dobroci i dobrotliwy w mądrości.
9. Nie każdy duch pochodzi od Boga! Patrz zawsze na jego owoce!
10.Ani słowa ani czyny nie zbawią. Wszystko jest łaską! Ojciec oczekuje od ciebie miłości.
Wypełnij jej prawo.
– Tylko „troszkę” masz rację. Rzeka niesie na swojej fali wszystko, co lekkie i słabe, na przykład śmiecie. Płyń pod prąd. Śmiecie popłyną w nieznane, a ty dotrzesz do czystego źródła. Chyba, że jesteś lekki i bez mocy, wtedy trzeba się zdać na siły losu.

(28) 372,373,374,376,377

372. PODDANY WOLI BOŻEJ
Dwa klany rodzinne walczyły ze sobą. Do niewoli został wzięty młody rycerz Meffon. Zamknięto go w podziemnym lochu. Po upływie kilku miesięcy zdawało się, że więzień oszaleje. Straszny był to widok: rzucał się na żelazne drzwi, uderzał pięściami w grube ściany, krzyczał i płakał z żalu za wolnością, za domem rodzinnym, za najbliższymi. Po jakimś czasie uspokoił się. Cierpliwość, poddanie się woli Bożej usunęły z Jego serca smutek i rozpacz. Poprosił strażnika więziennego o dłuto. Dozorca wietrzył podstęp, ale w końcu
ulitował się nad nim i przyniósł dłuto. Odtąd więzień wykorzystywał każdą chwilę, aby rzeźbić. W mozolnej pracy wykuwał w litej skale wizerunek Ukrzyżowanego Zbawiciela. Po wielu tygodniach trudu ukończył dzieło. Rzeźba była piękna. Teraz jeniec – wpatrzony w twarz Chrystusa – godzinami klęczał. Rozpamiętywał cierpienia Jezusa i porównywał je ze swoimi. O ileż więcej – myślał – On wycierpiał ode mnie. Zrozumiał prawdę słów św. Jana
Chryzostoma: „Krzyż uczynił z ziemi niebo.”

373. SZCZĘŚCIE I NIESZCZĘŚCIE
Chińczykowi Wang-tse uciekł jedyny koń, którego posiadał. Sąsiedzi wyrażali swoje współczucie.
– Skąd wiecie – zapytał biedny wieśniak – że to nieszczęście?
Tydzień później koń przyprowadził za sobą kilka dzikich mustangow. Sąsiedzi gratulowali wybrańcowi fortuny.
– Skąd wiecie – odpowiedział im – że to szczęście? Syn chłopa próbował ujeździć dzikiego wierzchowca. Koń zrzucił go z siebie, młodzieniec złamał nogę. Sąsiedzi litowali się nad nieszczęśnikiem.
– Skąd wiecie – odparł ojciec – że to nieszczęście? Następnego roku wybuchła wojna. Wszyscy młodzi z wioski zostali powołani do wojska. Syn Wang-tse pozostał w domu. Sąsiedzi przyszli i…

374. JEDNA PRZED DRUGĄ
Kilka zakonnic z pewnego klasztoru zwróciło się do papieża Jana XXII z niecodzienną prośbą. Zamiast księdza chciały -się spowiadać jedna przed drugą. Papież obawiał się czy kobiety będą umiały dotrzymać tajemnicy spowiedzi. Prosił, aby dano mu jeden dzień do namysłu. Przed pożegnaniem dał przełożonej sióstr kasetkę, zaznaczając aby jej pod żadnym
pozorem nie otwierała. Ciekawe zawartości – siostry otworzyły szkatułkę… z której wyleciał słowik.
Następnego dnia papież zauważył, że w szkatułce nie ma ptaka. Napomniał więc mniszki:
– Czy siostry uszanują tajemnicę spowiedzi skoro nie potrafiły dochować sekretu w znacznie prostej sprawie? Zakonnice musiały odejść z kwitkiem.

376. JAKI BÓG?
Klaudia wyskoczyła przez okno z trzeciego piętra. Upadła na betonowy dziedziniec szkoły. Podbiegłem do niej, mocno uchwyciła podaną rękę. Nie mogłem nic więcej dla niej zrobić.
Jęczała z bólu. Czekaliśmy wszyscy na karetkę. Dziewczyna przeżyła, choć ze złamanym kręgosłupem. Szesnaście lat życia, wysportowana, inteligentna, wesoła. Tego było już za wiele dla mnie. Zacząłem Go oskarżać: jaki jesteś Boże? Komu było to potrzebne? Dla kogo było to dobre? Następnego dnia, w kościele otrzymałem odpowiedź na swoje pytania. Wystarczyło spojrzeć na Ukrzyżowanego Chrystusa, zrozumiałem jaki Bóg jest naszym Bogiem.

377. W SAM RAZ
Podróżny, który wielu cierpień doznał w życiu i był ze swego losu niezadowolony, przybył o zmierzchu do pewnego miasta. Zmęczony drogą znalazł przygodny zajazd, aby w nim przenocować. W nocy miał dziwny sen… Znalazł się w ogromnej sali, w której było bardzo wiele krzyży. Usłyszał głos: „Wybierz sobie krzyż, który ci najbardziej odpowiada. „
Podróżny zaczął wybierać. Jeden wydał mu się za długi. Drugi nie był wprawdzie wielki, ale za to ciężki. Trzeci krzyż miał ostre krawędzie, które wrzynały mu się w barki. Podszedł do krzyży, które błyszczały jak złoto. Ciężar ich był rzeczywiście ciężarem złota. Długie poszukiwanie dało wreszcie skutek.
Znalazł krzyż, który wydał mu się najbardziej odpowiedni i wielkością i ciężarem. Wybrał ten krzyż, ale gdy uważnie spojrzał na niego, poznał, że to ten sam, który dotąd nosił.
Po przebudzeniu zrozumiał, że Bóg nigdy nie daje człowiekowi większego ciężaru krzyża ponad ten, który on sam może unieść. Odtąd nie narzekał już na ciężkie brzemię swoich cierpień.