(09) 116,117,122,125,127

116. POD TWOJĄ OBRONĘ.
Pisał będę o Matce. Gdy dziś wracam myślami do czasów kiedy byłem jeszcze zupełnie małym szkrabem, kiedy staram się odtworzyć postać Matki z tamtych lat, to uświadamiam sobie, jaki ogrom poświęcenia musiał tkwić w tej młodej wówczas kobiecie. Matka uczyła mnie modlitwy. Sama z niej czerpała siłę do wszystkiego, co robiła. Mnie też kazała się modlić. „Pod twoją obronę uciekamy się…” Mówiłem głośno słowa modlitwy, patrząc jednocześnie na Matkę i nie wiem, w co więcej wierzyłem, w obronę Matki Bożej czy tej mojej, której rękę cały czas kurczowo ściskałem.

117. PODZIELONE SERCE
Mężczyzna bez nóg siedział na chodniku i wyciągał rękę, prosząc przechodzących obok niego ludzi o jałmużnę. Większość przechodniów nie zwracała na niego uwagi. Jeden zatrzymał się i powiedział:
– Chętnie bym coś ofiarował. Ale jak na złość nie mam ani grosza przy sobie.
Na to kaleka uśmiechnął się i odparł:
– Dałeś mi coś więcej niż pieniądze. Ofiarowałeś mi swoje serce.

122. „POBOŻNOŚĆ”
Wydaje się, że długo nie stracą aktualności słowa satyrycznego wiersza „Dewotka”, napisanego przez biskupa Ignacego Krasickiego:
Dewotce służebnica w czymś przewiniła Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła;
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mowiąc właśnie te słowa: „…i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy” – biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!

125. PRZECIWKO GADULSTWU
W sali konferencyjnej ratusza w Lądku Zdroju, naprzeciwko godła państwowego, zawieszono sentencję:
„Panie Boże, spraw, abym nie ględził i nie odzywał się, dopóki nie jestem przekonany, że mam coś istotnego do powiedzenia”.
Bywalcy twierdzą, że Pan Bóg na razie nie wysłuchał modlitwy.

127. JAK DOBRZE WYCHOWYWAĆ
Alberta Schweitzera zapytano kiedyś, jak najlepiej wychowywać dzieci
Znany lekarz – misjonarz odpowiedział, że zna trzy metody skutecznego wychowania:
pierwsza – przez przykład
druga – przez przykład
trzecia – przez przykład

 

(10) 128,133,135,139,140

128. PLE – PLE
Tak zatytułował swoją satyrę znany krakowski poeta Ludwik Jerzy Kern. Była to poetycka przestroga, ile przykrości i zła potrafi wyrządzić najmniejszy z ludzkich organów – język.
„Statystycznie gdyby ująć rzecz całą, Włączając niemowlęta i podlotki, to na 1 Polaka by przypadło
miesięcznie 3 kilo plotki. Co chcecie, deputat niewąski. Ach, plotki, plotki, pikantne zakąski. Cyfra ta, nieco idylliczna, to jest średnia arytmetyczna. W samym Krakowie znam bowiem panie, (o obowiązku upiorny!) który jeśli idzie o plotkowanie, wyrabiają i 500% normy. Ja im się kłaniam one mnie i zaczynamy słodkie ple – ple.
Potem się rozchodzimy w przeciwne strony wiedząc nawzajem o sobie ja: że będę przez nie obrobiony, one: że ja je obrobię. Czytelniku, gdy kiedyś je spotkasz, nie dawaj twierdzeniom ich wiary będą ci wmawiać, że ja jestem plotkarz, one, te stare plotkary.
Nic dodać, nic ująć!

133. WBREW WSZELKIEJ NADZIEI
W epopei filmowej „O jeden most za daleko” młody oficer amerykański rozmawia ze starszym od siebie sierżantem.
– Prosi go przed bitwą, aby dał mu słowo, że nie zginie.
Mężczyzna po dłuższym wahaniu daje obietnicę. Po bitwie widzimy sierżanta jak odszukuje wśród zabitych porucznika, zabiera bezwładne ciało, pod ostrzałem dowozi do swoich i ryzykując sąd wojenny zmusza pistoletem pułkownika – chirurga, by wyciągnął z potwornie okaleczonej głowy odłamek… I dopiero wtedy dowiadujemy się, że konający został uratowany, wbrew wszelkim nadziejom. Powyższa scena filmu pokazuje, jak odbywa się nasze zbawienie, jak wytrwale Jezus dotrzymuje danego słowa.

135. NIEUZASADNIONY ROZWÓD
Po dwunastu latach pożycia małżeńskiego pewne tureckie małżeństwo z Izmiru rozeszło się. W poszukiwaniu nowego partnera zarówno mąż, jak i żona, niezależnie od siebie, zwrócili się do biura matrymonialnego. Komputer przeanalizował wszystkie możliwe warianty i zaproponował każdemu z nich jako idealnego partnera… byłego współmałżonka.

139. POWRACAJĄCY GŁOS SUMIENIA
Szkocka saga opowiada o narzeczonym, zamordowanym podczas weselnej uczty. Kubek z trucizną podał mu jego najlepszy przyjaciel. Dosiadłszy potem rączego konia, uciekł z zamku, gdzie skonała ofiara jego zbrodni. Morderca uciekał przez całą noc. Starał się jak najdalej odjechać od miejsca zbrodni. Gdy błysnął świt, zobaczył znów wrota zamku, z którego chciał zbiec. Zaczął uciekać z powrotem, ale krążył tylko wokół tego zaklętego miejsca. Zrozumiał w końcu, że nie ucieknie, że powracać będzie tu stale, choćby i w sto koni próbował uciec.

140. ROZUMOWANIE NIEDOWIARKA
– Dopóki nie zobaczę Boga, będę zaprzeczał jego istnieniu – powiedział w rozmowie z biskupem młody student.
– A ja – odparł biskup – z tego samego powodu będę wątpił w pana rozumowanie.

 

(11) 141,142,143,145,146

141. CZŁOWIEK O WIELU MASKACH
Hekebolis był uznanym sofistą i nadwornym nauczycielem w Konstantynopolu. Powoli, acz wytrwale wspinał się po drabinie dworskich zaszczytów. Umiał jak nikt inny wykorzystać aktualną sytuację.
W końcowych latach panowania cesarza Konstantyna Wielkiego, gdy religia chrześcijańska stała się modna – Hekebolis przyjął chrześcijaństwo. Potem, w zależności od rozwoju wydarzeń, zawsze w odpowiedniej chwili, zmieniał wyznanie. Z arianina stał się ortodoksyjnym, z prawowiernego znów arianinem. Każdy zwrot wynosił go o stopień wyżej w hierarchii władzy.
Gdy na tron wstąpił wróg chrześcijaństwa, Julian Apostata – Hekebolis i wtedy nie stracił głowy. Upadł do nóg cesarza, wyznając mu, że już od dawna mocował się ze sobą, że tak naprawdę nie był chrześcijaninem.
Dopiero teraz, dzięki cesarzowi przejrzał i zrozumiał, że wiara w rzymskich bogów jest tą prawdziwą.
Po krótkim panowaniu Juliana Apostaty na tronie zasiadł przychylny chrześcijaństwu Jowian. Hekebolis wyczuł, z której strony wieje korzystny dla niego wiatr. Długo leżał krzyżem na schodach chrześcijańskiej bazyliki. Pokutował i płakał. Znowu przejrzał, że religia chrześcijańska, i tylko ona, jest jedynie prawdziwa… I znów zrobił karierę.

142. CZY MILCZENIE ZAWSZE JEST ZŁOTEM ?
Mam 19 lat i maturę za sobą, a mimo to nie mam najmniejszego przygotowania do życia – zwierza się Agnieszka. Żyję tak, jak gdyby nikt przede mną nie miał żadnych doświadczeń, jak gdyby nikt nie potrafił mi powiedzieć o rożnych problemach, jakie będę napotykać w życiu. Jestem więc wielkim 19 – letnim dzieckiem, które skończyło szkołę i któremu kazano iść w życie z szerokim zasobem wiadomości z matematyki, fizyki, które potraf wyliczyć wszystkich królów polskich, powiedzieć życiorys Mickiewicza, ale nie potraf żyć.
W swoim życiu, w rozmowach i książkach niejednokrotnie spotykałam się ze słowem „stosunek”. Jakie jest i jakie powinno być życie seksualne młodzieży – nic o tym nie wiem. Pomóż mi w moim trudnym życiu.
Błagam, nie odpowiadaj mi: „Zwróć się o wyjaśnienie do rodziców” – bo moi rodzice są zdania, że naiwność i niewiedza w życiu dodaje uroku młodym dziewczętom, a ja właśnie myślę, że można ten urok przez naiwność stracić.

143. IDEAŁY
Czy sądzisz, że warto wierzyć w jakieś ideały? poświęcić się dla nich? – realizować?
Dwudziestopięcioletni mężczyzna odpowiedział na moje pytanie po chwili namysłu:
– Rożne ideały stawiano przed nami, jedne okazywały się zwykłymi kłamstwami, inne – tworem
chorobliwej wyobraźni. Walka o pokój, o zbudowanie socjalizmu – okazały się czczymi frazesami. Wpajano w nas od najmłodszych lat… uczyliśmy się, uczyliśmy – kłamstwa, obłudy, uczyliśmy się nie okazywać swego oblicza, bo cień podejrzenia o „nieprawomyślność” – zwichnąć mógł karierę życiową, przekreślić plany na przyszłość. Nie wiem, jakie mogą być ideały, w które można wierzyć. Ale czy można żyć nie wiedząc po co?

145. DLACZEGO W KOŚCIELE SĄ OBŁUDNICY?
– Mam problem, proszę księdza. Mam naprawdę problem, ponieważ widzę, że w Kościele jest zbyt wielu ludzi obłudnych – powiedział do mnie znajomy student.
Odpowiedziałem :
– Masz rację, są tacy. Zawsze tacy byli i zawsze będą. Czy widziałeś kiedyś podrobiony banknot?
– Nie, ale słyszałem o czymś takim.
– Czy widziałeś kiedyś podrobiony nikiel?
– Nie. Nikiel nie jest wart podrabiania.
– Słusznie. Powiedziałeś, że w Kościele są tacy, co „modlą się pod figurą, a diabła mają pod skorą”. A czy widziałeś fałszywego grzesznika, fałszywego pijaka albo podrobioną rzecz, która jest właściwie
bezwartościową?
– Nie.
– Powodem podrabiania chrześcijaństwa jest to, że prawdziwy chrześcijanin jest wart podrabiania. Fakt, że w Kościele znajdują się obłudnicy, wskazuje na to, że usiłują zgodnie z wymogami świata imitować to, co jest bardzo dobre. Mówiąc, że w Kościele znajduje się wielu obłudników, wygłaszasz pod jego adresem wspaniały komplement. Zauważyłeś obłudników w związku studentów, na uniwersytecie, w klubie?
– Oczywiście, że tak – odpowiedział.
– Dlaczego więc nie rezygnujesz ze studiów? Odchodzisz z Kościoła z powodu obłudników, to zrezygnuj też z uniwersytetu. Gdzie twoja konsekwencja? Nie osądzaj na podstawie najgorszych. Patrz na najlepszych.

146. PROBOSZCZ, JAKICH WIELU?
Ksiądz Edmund Fleury w książce „Jak przez ogień” opisuje swą przyjaźń z Dziekanem, duchownym:
inteligentnym, realistą, praktycznym, bez kompleksów, skłonnym do ironii i wesołości. Wiele lat pracy wśród wiernych dało i jemu radę.
Obojętność, egoizm i złośliwość parafian prowadzą do kryzysu. W dzień Bożego Narodzenia Dziekan
wygłaszał do wiernych ostatnie kazanie: „Rozbiłem wśród was swój namiot. Jak Izraelici nie chcieliście we mnie uznać człowieka Bożego. Dlatego opuszczam was…
Zrozpaczony i zrezygnowany ksiądz odchodzi z parafii. Chroni się u swego przyjaciela, proboszcza
pobliskiej parafii. Od tej chwili powieść ukazuje, czym jest, czym być może przyjaźń między księżmi. Proboszcz w świetle tragedii Dziekana widzi swoje problemy: czystość, wierność powołaniu – żaden z nich nie pomyślał o porzuceniu kapłaństwa – miłość do ludzi. Wspomina wszystkie upokorzenia, klęski, bunty. Teraz, gdy opiekuje się Przyjacielem te doświadczenia są dla niego planem Bożym. Musiał je przeżyć, aby lepiej zrozumieć Dziekana i pomoc mu. Troszczy się więc o niego, zabiera do sanktuarium, gdzie nieszczęśliwy ksiądz znajduje spokój duszy u stop łaskami słynącej Madonny. Proboszcz pielgrzymuje do kościoła, w którym przyjął święcenia i tam ofiarowuje swoje życie w zamian za powrót Dziekana do porzuconej parafii.
Wracają obydwaj do swoich parafian. Proboszcz wkrótce zapada na ciężką chorobę. Dni jego są
policzone. Przed śmiercią wyjawia Dziekanowi swoją tajemnicę: „Jedna wiara, jedna miłość, ta sama ofiara, ta sama siła – jak jeden poemat… Nie zrobiłem nic nowego; tylko naśladowałem. Bez rozlania krwi nie ma odkupienia”. Ażeby dokonało się zbawienie trzeba żeby człowiek przeszedł, „jak przez ogień”.

 

(12) 150,152,154,155,162

150. CIERPIENIE ZA INNYCH
Robert Maoussi, piętnastoletni chłopiec z Kamerunu, zachorował na trąd. Cierpiał straszliwie, ale wiara w Chrystusa pomagała mu przetrzymać ataki bólu. Chciał cierpieć na wzór Chrystusa. Chrystusowi ofiarował własne powolne obumieranie. Wyznał: „Pragnę to wszystko znosić cierpliwie, aż do śmierci, za moich rówieśników”. Któregoś dnia bol stał się nie do wytrzymania. Poprosił pielęgniarkę, aby podała mu lekarstwo uśmierzające bol o godzinę wcześniej niż zazwyczaj. Siostra przyniosła lekarstwo. Gdy po godzinie weszła ponownie do pokoju chorego, nietknięta tabletka leżała na stoliku. Chłopiec wyjaśnił zdziwionej pielęgniarce:
„Tak, siostro, pomyślałem i postanowiłem co innego. Bóg bardziej potrzebuje mojego bólu dla ratowania ludzi niż ja tabletki dla jego uśmierzenia”.

152. ZACZĄĆ OD SIEBIE
Chłopiec pisze wulgarne słowa kredą na jezdni.
– Dlaczego to robisz? – zapytał przechodzień. Pytanie ostało bez odpowiedzi.
– Ile masz lat?
– Dziesięć.
– A co będziesz robił za dziesięć lat?
– Będę studiował.
Chłopiec był zadbany, dobrze ubrany, widać pochodził t bogatszej rodziny.
– Podoba ci się ten świat? – pytał dalej przechodzień.
– Nie.
– A co byś w nim zmienił?
– Oczyściłbym go z całego brudu. – Przechodzień patrzył na niego, zaskoczony taką odpowiedzią.
– A więc dobrze -mówił mężczyzna – zacznij od razu. Może wytrzesz chusteczką to, co napisałeś.
– Nie mam chusteczki.
– Spróbuj ręką.
Nie potrafił zmazać nawet jednej litery, bo asfalt w tym miejscu był chropowaty.
– Widzisz, jak trudno. Jak trudno zacząć od siebie.

154. BILETER
Właściciel kina złapał za rękę znanego krytyka filmowego i przyprowadził pod ścianę holu.
– Proszę spojrzeć! – rzekł z dumą.
W pięknej ramie wisiał tam autentyczny list od znanej aktorki amerykańskiej.
„Drogi Krzysiu z Polski! – pisała – Zagrałam w „Milczeniu owiec”, bo filmy takie ludzie uwielbiają, zaś za rolę „ zapłacono mi 2 miliony dolarów. Gdybym, jak się domagasz, występowała w filmach o świętych, dobrych, łagodnych i niewinnych, dostałabym zero dolarów, ponieważ na tego rodzaju dzieła widzowie nie chodzą”.
– Skąd ma pan taki rarytas? – zapytał krytyk.
– Jakiś czas temu – powiedział właściciel – złapaliśmy chłopaka, który w czasie wyświetlania filmów wypuszczał gaz łzawiący. Uważał, że nie wolno pokazywać obrazów o zboczeńcach obdzierających kobiety ze skory czy pożeranych ludzi, bo jednym napędzają strachu, zaś dla innych stanowią instrukcję, jak to robić we własnym zakresie. Ten „szaleniec” nawiązał korespondencję z tą aktorką i list mam od niego.
– Co zrobił pan z chłopakiem? – zainteresował się krytyk.
– Tam stoi – właściciel kina wskazał ręką w kierunku wejścia.
– Pracuje u mnie jako bileter. „Pętaku – wrzasnąłem na niego – albo idziemy na policję, albo przypilnujesz tu porządku”.
Kiedy bileter przedzierał mu bilet, krytyk przyjrzał się 17-latkowi. Był mały i niepozorny.
– Panie – szepnął ostrożnie – zły film, szkodliwy…
– Jak to? ! – zaprotestował znawca filmu. – Przecież to słynny „Robin Hood” Kevina Costnera. Wszyscy
bardzo go chwalą…
– Zatruty film – powtórzył cicho – Słowo honoru!
Zebrani widzowie obejrzeli film, który spokojnie, dokładnie i nieśpiesznie pokazał obcinanie ręki, gwałt, męki wieszanego i agonię palonego żywcem.

155. SIŁA POKORY
Na pytanie – jakie wartości mogłyby ulepszyć życie ludzi na ziemi, św. Alfons Liguori odpowiedział:
– pierwszej na imię pokora
– drugiej na imię pokora
– i trzeciej na imię pokora!

162. OSTATNIE ŻYCZENIE
Człowieka skazanego na śmierć zapytano o jego ostatnie życzenie. Chciał napić się wody. Spełniono jego prośbę, ale skazaniec miał tak silnie napięte muskuły, że w żaden sposób nie był w stanie podnieść do ust kubka z wodą.
– Poczekajcie chwilę – rzekł siedzący obok król, który przyglądał się egzekucji. – Poczekajcie, aż wypije
wodę.
Następnie zwrócił się do skazańca:
– Nie zostaniesz powieszony, dopóki nie wypijesz tej wody.
– Wobec tego wcale nie zostanę powieszony – wykrzyknął skazaniec i rzucił kubek na ziemię. – W ogóle nie mam zamiaru jej wypić!
Króla wprawiło to w dobry humor, a ponieważ nie chciał złamać danego słowa, ułaskawił pod samą
szubienicą skazanego na śmierć człowieka.

 

(13) 164,170,173,174,175

164. KTO KOGO?
Tańcowały dwa Michały, jeden duży, drugi mały. Jak ten duży zaczął ryczeć, to ten mały zaczął kwiczeć.
Gdy się dobrze podrapali, to się wreszcie pokochali.
Słowa tego wierszyka posłużyły jednemu z księży jako przykład do kazania na ślubie. Pierwsze pytanie po ślubie: Kto kogo?

170. „ŚWIĘCONKA”.
Pięć lat temu, w Wielki Piątek, mąż Ewy popełnił samobójstwo. Córka i zięć są… buddystami. Uprawiają też jogę, więc meble z dużego pokoju wynieśli. Śpią na prawdziwych siennikach, jedzą z podłogi, palą trociczki (ten zapach drzewa sandałowego nawet się pani Ewie podoba), są jaroszami i organizują co tydzień spotkania prawie łysych osobników. Oddają cześć Buddzie, o czym pani Ewa nie powiedziałaby w życiu nikomu w kamienicy. Ale i tak wszyscy coś podejrzewają. Ile wysiłku wkłada pani Ewa, by sąsiedzi wiedzieli, że ona jednak idzie do święcenia wielkanocnych potraw.

173. NAJWIĘKSZE WYDARZENIE HISTORII
Po powrocie z Księżyca pierwszych astronautów amerykańskich, prezydent Ryszard Nixon powiedział całej Ameryce: „Jest to największe wydarzenie w dziejach świata od dnia jego stworzenia”.
W jednym ze swych przemówień znany kaznodzieja Billy Graham zauważył jednak, że – Narodzenie, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa są największym i najbardziej znaczącym wydarzeniem historii świata.

174. MIEĆ ALBO BYĆ
Dwoje młodych ludzi pobrało się przed wojną. Postanowili dotąd nie mieć dzieci, dopóki nie zbudują domu. Składali pieniądze, obliczali skrupulatnie, ile jeszcze muszą dołożyć, aby osiągnąć upragniony cel.
Tymczasem ona normalną koleją rzeczy zachodziła w ciążę – ale za każdym razem „niepożądane”, „przedwczesne” dziecko stawało się łupem zabiegu. Wreszcie dom został wybudowany i urządzony.
Tymczasem wybuchła wojna, mąż poszedł na front i… więcej nie wrócił. Pozostała sama w pięknym domu i w dodatku chora od częstych poronień.
Mijały lata. Wreszcie przyszedł list od męża, że nie wróci gdyż znalazł kobietę, z którą ma dzieci. Te dzieci kocha.

175. „NORMALNOŚĆ”.
H. G. Wells (1866-1946) w powieści „Kraj niewidomych” opisuje przeżycia podróżnika, który zbłądził podczas burzy w górach i znalazł się w nieznanej dolinie. Okazało się, że wszyscy tajemniczy jej mieszkańcy są niewidomymi. Nadto uważali, że to jest normalne – a to, co słyszą od dziwnego przybysza o „widzeniu” świata, przekraczało ich wyobrażenia: tego nie potrafili pojąć.
Uznawszy go za „szalonego” postanowili oślepić, aby uczynić go „normalnym”, czyli podobnym do nich.
Chrystus jest Światłem, które oświeca człowieka, jednak ludzie częstokroć bardziej miłują ciemności… Nie dowierzają Bogu.

(14) 176,179,180,183,185,189

176. ŁAŃCUCHOWA REAKCJA ZŁA
Stara hinduska legenda, dostosowana nieco do obyczajów chrześcijańskich opowiada o pobożnym młodym człowieku, który wychowywał się w klasztorze. Przy swojej pobożności i wielu innych zaletach charakteru miał jedną słabość: lubił wino. Pewnej nocy ukazał mu się we śnie szatan i zaczął go strasznie dręczyć, a gdy zobaczył, że młodzieniec truchleje ze strachu, odezwał się do niego w te słowa:
– Opuszczę cię na zawsze, jeżeli tylko wykonasz jedno z moich poleceń: albo wypijesz całą butelkę wina, albo porzucisz raz na zawsze poranne modlitwy, albo zabijesz przełożonego klasztoru, albo świętokradzko przyjmiesz Komunię, albo podpalisz kościół, albo się powiesisz.
Oczywiście młody mężczyzna wybrał pierwszą propozycję – wypił wino, ponieważ je lubił. Upił się i nie
zbudził, aby pójść na poranne modlitwy. Przełożony poszedł zobaczyć, co się stało. Zobaczył pijanego i zaczął surowo go napominać.
Młodzieniec porwał pustą butelkę i z taką siłą uderzył przeora, że zabił go na miejscu. Następnie pobiegł do kościoła i niegodnie przyjął Komunię. Aby zatrzeć ślady zbrodni, podpalił swoją izbę, gdzie ukryty był zabity przełożony. Spłonął cały klasztor. Sprawca z obawy przed zasłużoną karą powiesił się.

179. ZDJĄĆ PRZYKAZANIA
Prawnik z Defuniak Springs na Florydzie wystąpił do sądu o usunięcie z muru budynku tablicy z dziesięciorgiem przykazań, łącznie z przykazaniem „nie zabijaj”, w związku z mającym się rozpocząć procesem jego klienta, oskarżonego o popełnienie morderstwa. Adwokat uznał, że tablica o wymiarach 1,25 x 1,50 metra może pozbawić przysięgłych swobody, niezbędnej podczas roztrząsania sprawy 24-letniego ojczyma, oskarżonego o pobicie 4-letniej pasierbicy. Obrońca i jego klient, występując z wnioskiem o usunięcie tablicy argumentowali, że biblijne nakazy odwołujące się do przekonań religijnych stanowią pogwałcenie praw obywatelskich.

180. DRABINA SPOŁECZNA
Adolf Remane w książce „Swoiste drogi kręgowców” pisze że zachowanie się poszczególnych kur w kurniku świadczy o tym, iż niższe rangą kury są dziobane i ustępują miejsca większym rangą. W idealnym wypadku występuje jednoszeregowa lista rang, na początku której stoi „nadkura” dziobiąca wszystkie inne. Z kolei te, które są w środku listy, dziobią niższe rangą, respektują zaś wyżej postawione. Na końcu znajduje się kura kopciuszek, która musi ustępować wszystkim.

183. HISTORIA SIĘ POWTARZA
Caryca rosyjska, Katarzyna II, wysyłając na zabrane w pierwszym rozbiorze Polsce ziemie generałów – gubernatorów Czernyszewa i Kreczetnikowa, dała im na drogę trzy wskazania w trzech francuskich słowach:
demoralisez, depopularisez, decatholicisez. To znaczy: demoralizujcie Polaków, wyludniajcie ich (by nie chcieli mieć dzieci) i zabijajcie wiarę. Jako pierwszy dar posłała Warszawie cały zastęp prostytutek. Caryca już dawno rozsypała się w proch, a Polacy sami swymi rękami spełniają jej plan.

185. ŚMIERTELNY TRÓJKĄT
W 1979 roku znana aktorka filmowa Jean Seberg popełniła samobójstwo w Paryżu. Kryzys rozpoczął się dużo wcześniej. Gdy była w ciąży, posądzono ją, że ojcem dziecka jest czarnoskóry terrorysta, przywódca Czarnych Panter. Cios oszczerstwa był celnie wymierzony. Dziecko z terrorystą przekreśliłoby jej karierę w Europie i za oceanem. Wskutek ciężkich przeżyć i załamania nerwowego nastąpiło poronienie. Dziecko zostało pochowane w przeźroczystej trumnie, aby opinia publiczna mogła się przekonać, że jest białe. W każdą rocznicę pogrzebu dziecka nieszczęśliwa matka usiłowała odebrać sobie życie. W 1979 roku kolejna próba zakończyła się śmiercią. Kilka lat potem samobójstwo popełnił jej mąż. Śmiertelny trójkąt zamknęła kolejna tragedia.

189. BYŁ NA SZUBIENICY
W Oświęcimiu podczas apelu esesmani powiesili dwóch Żydów i młodego Polaka. Żydzi umarli szybko.
Walka ze śmiercią trzeciego mężczyzny trwała przeszło kwadrans.
– Gdzie jest Bóg? Gdzie On jest? – zapytał ktoś z tyłu. Gdy po kilkunastu minutach skazaniec jeszcze się
męczył, dały się znów słyszeć szepty:
– Gdzie jest Bóg? Gdzie teraz jest Bóg?
wtedy wielu usłyszało inny głos:
– Gdzie On jest? On jest tu… Wisi na szubienicy.

 

(15) 190,192,193,194,195

190. UŻYCZENIE CNÓT
Stajemy się powoli obywatelami świata. Warto przyswoić sobie cnoty innych narodów. Jakie? Niemiecką wytrwałość w ciężkiej pracy, mądrość starych Żydów, swobodę Francuzów, brytyjskie poczucie obowiązku, tolerancję Senegalczyków, gościnność Gruzinów, rosyjską gotowość zagłębiania się w duszę ludzką, grzeczność Filipińczyków, pomysłowość Amerykanów, pogodę ducha Czechow, lojalność Japończyków, skromność Australijczyka, brazylijski upór w cieszeniu się życiem, irlandzką wiarę, ostrożność Greków, gust Włochów, kanadyjską niezawodność, cierpliwość chińskiego chłopa w znoszeniu przeciwności losu i potęgę duchową Indii.
Przy tym wszystkim pozostańmy oczywiście Polakami.

192. ZMIANA MYŚLENIA
Sposób ubierania do pewnego stopnia kształtuje człowieka, ułatwia lub utrudnia kontakt z innymi.
Psychologia mówi o pewnych zmianach u osób noszących stale określony strój czy uniform. Św. Franciszek Salezy, biskup z Genewy, na pytanie, czy zakonnicy mają nosić skarpetki, czy nie – odpowiedział:
„Głowy trzeba reformować, nie nogi”.

193. KAŻDEMU PO RÓWNO
Ksiądz pokazywał uczniom obraz przedstawiający męczeństwo pierwszych chrześcijan. Dzikie zwierzęta pożerały męczenników. Pewna dziewczynka zauważyła, że jeden z lwów trzymał w paszczy mniejszy kawałek niż pozostałe zwierzęta.
– Szkoda – powiedziała – temu dostało się tak malutko.

194. ŁASKA ŚMIERCI
Bohdan Korzeniewski w książce „Sława i infamia” opisuje swój pobyt w klasztorze kartuzów Grande
Chartreuse koło Grenoble. Widział, jak mnisi żyli w pustelniach, zbierali się w nocy na wspólną modlitwę.
Pewnej nocy obudził go wesoły gwar. Zakonnicy podskakiwali klaszcząc w ręce, rzucali się sobie w objęcia. Przyczyną tej radości była… śmierć jednego ze współbraci. Chowano go bez trumny, z kapturem nasuniętym na twarz. Radosne śpiewy podkreślały fakt, że Bóg powołał zmarłego do siebie. Z tą łaską wiązał się przywilej mówienia przez całą godzinę.

195. REKLAMA ADWERSARZA
Znani z okresu Soboru Watykańskiego II kardynałowie Ottaviani i Bea nie przepadali zbytnio za sobą.
Aby podreperować fundusze jednej z kongregacji, kardynał Ottaviani zaproponował wydzierżawić dach budynku tejże kongregacji na reklamę świetlną. Chodziło o poważną i solidną firmę. Wybór padł na Brytyjskie Linie Lotnicze, instytucję skrzydlatą i majętną. Wkrótce, pewnego wieczoru Kardynał ujrzał wielkie litery neonowej reklamy: VOLATE CON BEA (British European Airways). Jednym słowem: Latajcie z Bea.

(16) 196,197,201,207,208

196. HARMONIA DUCHA
Feliks Mendelssohn-Bartholdy (1809-47), wybitny kompozytor niemiecki, zwiedzał kiedyś jedną z najsłynniejszych katedr w Europie, znaną z bezcennych zabytkowych organów. Po wysłuchaniu starego organisty spytał go, czy mógłby na nich zagrać. Organista, który nie znał kompozytora odparł, że nie leży w zwyczaju, aby obcy grali na tych organach.
Mimo wszystko muzyk zaczął grać. Kościół napełnił się muzyką, jakiej stary organista nie słyszał nigdy w życiu. Wzruszonym głosem zapytał:
– Kim jesteś?
– Mendelssohn – brzmiała odpowiedź.
Oszołomiony organista powiedział wówczas głośno:
– I pomyśleć, że taki stary głupiec jak ja wzbraniał Mendelssohnowi gry na moich organach.

197. DRUGIE WYDANIE KSIĘGI ŻYCIA
Beniamin Franklin (1706-90), amerykański prezydent, wynalazca piorunochronu, pisarz, wydawca książek, był człowiekiem głębokiej wiary. Przed śmiercią sam ułożył sobie epitafium nagrobkowe. Napisał: „Tu spoczywa ciało Beniamina Franklina, podobnie jak okładka starej książki -jej treść wyczerpała się i kolumny liter i złoceń. Leży tutaj jako pożywienie dla robactwa. Jednak samo dzieło nigdy nie zniszczeje, ukaże się raz jeszcze w nowym i piękniejszym wydaniu, poprawione i uzupełnione przez jego Autora”.

201. NAJWAŻNIEJSZA LEKCJA
W przepięknie urządzonym hallu Columbia University w USA znajduje się fresk, który przedstawia Chrystusa wchodzącego w świetlaną wieczność. Za Nim kroczy wielka rzesza ludzi. Z lewej strony napis następującej treści: „Ostateczne przeznaczenie człowieka zależy nie od tego, czy będzie on zdolnym nauczyć się nowych lekcji, poczynić nowe odkrycia i zdobycze. Ale od tego, czy przyjmie on naukę tej lekcji, która mu została wygłoszona niemal dwa tysiące lat temu”. Nauczycielem tej jedynej i najważniejszej lekcji jest Chrystus.

207. A CO POTEM?
Młody student prawa siedział w biurze adwokackim. Znajdował się sam w pokoju. Nagle usłyszał jakby głos rozlegający się z głębi serca: „Co zamierzasz robić po ukończeniu studiów?” Odpowiedź nie nastręczała trudności:
– Oczywiście będę pracował jako adwokat.
– I co wtedy?
– Zarobię pieniądze, stanę się bogatym człowiekiem.
– I co wówczas?
– Wybuduję sobie piękny dom, założę rodzinę, zdobędę szacunek i dobre imię.
– I co potem?
– No cóż… Sądzę, że zestarzeję się i pójdę na emeryturę.
– A co potem?
– Umrę w końcu.
– A co potem?
Słowa te dręczyły go coraz mocniej. Co potem? Co wtedy, po śmierci?

208. CZERWONE ŚWIATŁO
Młody mężczyzna chciał przejść przez zatłoczoną samochodami jezdnię, gdy ktoś położył mu dłoń na ramieniu i ostrzegł: „Uważaj, czerwone światło!”
– Ale i tak wszyscy przechodzą! – odparł zdumiony młodzieniec.
– Niech pan nie patrzy na wszystkich. Niech pan patrzy na światło.

(17) 209,210,211,214,215

209. A SYN?
Teodozjusz Wielki (ok. 347-395), władca rzymski, wyparł się boskości Chrystusa. Cesarz postanowił uczynić następcą tronu swego syna Arkadiusza, gdy ten ukończył 16 lat. Na uroczystość przekazania insygniów władzy przybyło wielu dostojników, wśród nich również biskup Amfilocus. Teodozjusz wykrzyknął do niego, gdy ten zwrócił się bezpośrednio tylko do władcy:
– Jak to! Czyżbyś nie zauważył mojego syna? Wówczas duchowny zbliżył się do Arkadiusza i kładąc mu dłonie na głowie powiedział:
– Pan błogosławi Cię, mój synu!
Cesarz doprowadzony do wściekłości zawołał:
– To cały twój szacunek, jaki okazałeś następcy tronu, którego uczyniłem równym sobie?
– Panie – odpowiedział biskup – zbyt surowo oceniłeś moje przeoczenie, to że nie potraktowałem twego syna jak równego tobie. Skoro tak jest, to co musi Odwieczny Bóg myśleć o tobie, cesarzu, jeśli ty równego Mu i również wiecznego jak On Syna Bożego degradujesz do poziomu jednego z Jego stworzeń?
Władca chcąc nie chcąc musiał przyznać w duchu, że odpowiedź była słuszna.

210. JAKIE NIEBO MASZ NA MYŚLI?
Dziecko zwraca się do matki:
– Niebo jest tam w górze, prawda? – i pokazuje w powietrze.
– Jakie niebo masz na myśli? – pyta matka.
– No, niebo – mówi dziecko.
– Czy myślisz o niebie pokrytym chmurami, tym, po którym latają samoloty? – cierpliwie pyta dalej matka.
– Nie, o prawdziwym niebie, w którym są aniołowie
– odpowiada dziecko. Wtedy matka mówi:
– Niebo, o które ci chodzi, jest tam, gdzie jest Bóg. A Bóg jest wszędzie. Dlatego i niebo nie jest gdzieś
ponad nami, lecz wszędzie – w nas i wokół nas. Tylko że na razie nie potrafimy go jeszcze zobaczyć. Bóg musi dać nam najpierw inne oczy i inne serca.

211. UKRYTA ZAPŁATA
Biskup francuski, Fenelon ( + 1715), w wieczór wigilijny chciał wynagrodzić trzech robotników, którzy w jego domu wykonywali naprawy.
– Tu na stole – rzekł do nich – leżą 3 złote monety i 3 pożyteczne książki. Niech każdy z was wybierze sobie monetę albo książkę.
Dwóch robotników zdecydowało się bez namysłu na pieniądze. Trzeci zawahał się przez chwilę, w końcu wybrał książkę.
– Mam w domu niewidomą matkę, będę jej wieczorami czytał.
– Biskup uśmiechnął się i powiedział:
– Niech pan otworzy kartę tytułową.
Robotnik otworzył książkę i zobaczył naklejone na karcie tytułowej… trzy złote monety. Dwóm rozczarowanym biskup nie omieszkał przypomnieć:
– Kto przenosi złoto nad to, co przynosi pożytek duchowy, musi się zadowolić mniejszym zyskiem. Kto zaś pragnie dóbr wiecznych, dostanie też i ziemskie. Dlatego Chrystus powiedział: „Szukajcie królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”.

214. CO BUDZI ZDZIWIENIE LUDZI?
Kto pracuje dla ogółu, nie może za bardzo liczyć na wdzięczność i uznanie innych. Powinien być przygotowany raczej na obojętność i krytykę. W tej dziedzinie życia panuje często dziwna psychologia.
Arystydes Briand (1862-1932), premier Francji, dobrze ją opisał:
Szaleniec przychodzi do sklepu z młotkiem w ręku. Rozbija w „drobny mak” naczynia z porcelany.
Zewsząd zbiegają się ludzie. Stłoczeni wokół miejsca zdarzenia przecierają oczy, otwierają szeroko usta.
Kilka godzin potem wchodzi do sklepu starszy człowiek. Pod pachą trzyma puszkę kleju. Zakłada okulary i zaczyna z anielską cierpliwością sklejać leżące skorupy. Możemy być pewni – nikt, kto obok przechodzi, nie przystanie, aby podziwiać jego pracę.

215. CICHE ZAMYKANIE DRZWI
Gorliwy kleryk zapytał św. Franciszka Salezego:
– Co mógłbym ze swej strony uczynić dla pokoju? Święty dał rozbrajającą odpowiedź:
– Proszę nie trzaskać drzwiami.

(18) 216,217,218,221,223

216. UMIEĆ CZEKAĆ
Pracowity Chińczyk Li-peng zaorał i obsiał swoje poletko. Po paru tygodniach od zasiewu dziwił się, że ziarno tak powoli wzrasta. Na sąsiednim polu widział już duże zielone kiełki! Z każdym dniem malała jego cierpliwość. Nie mógł sypiać. W końcu wpadł na pewien pomysł. Pobiegł na pole i zaczął ciągnąć w gorę delikatne źdźbła. Była to oczywiście żmudna praca, ale wytrwałość wieśniaka pokonała zniechęcenie. Po przyjściu do domu opowiedział sąsiadom, jak pomógł rosnąć zbożu. Ci, zaciekawieni pobiegli zobaczyć dzieło Li-penga. Ujrzeli zwiędły i zniszczony zasiew. Długo jeszcze po tym wydarzeniu śmiano się we wsi z człowieka, który nie umiał czekać.

217. ZNALEŹĆ DOBRO
W Atenach podczas ślubu chłopiec, syn żyjących rodziców, obnosił dookoła nowożeńców kosz z chlebem, wymawiając przy tym sakramentalne, z misteriów znane wyrazy: „Uszedłem przed złem, znalazłem dobro”. Zło -to doczesność, dobro – wieczność, zarówno w małżeństwie, jak i misteriach: nieśmiertelność gatunku uzależniona od małżeństwa.

218. MIESZKANIE BOGA
Podczas kolędy ksiądz zapytał dzieci: gdzie mieszka Bóg? Odpowiedziały, że w niebie, że cała ziemia jest pełna Jego obecności i chwały. Ksiądz miał jednak swoją własną odpowiedź na pytanie, które postawił:
„Bóg mieszka tam, gdzie się Go z miłością zaprosi”.

221. PTAK CIERNISTYCH KRZEWÓW
Jedna z legend opowiada o ptaku, który śpiewa jedynie raz w życiu, piękniej niż jakiekolwiek stworzenie na Ziemi. Z chwilą gdy opuści rodzinne gniazdo, zaczyna szukać ciernistego drzewa i nie spocznie, dopóki go nie znajdzie. A wtedy, śpiewając wśród gałęzi, nabija się na najdłuższy, najostrzejszy cierń. Konając wznosi się ponad swój ból, żeby prześcignąć w śpiewie słowika. Jedną, najpiękniejszą pieśnią, za cenę życia. Cały świat zamiera w ciszy, aby go wysłuchać, uśmiecha się nawet Bóg w niebie. Bo to, co najpiękniejsze, trzeba okupić ogromnym cierpieniem. Tak głosi legenda.
Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić,
Krzyczeć tęsknocie „Precz!” i błagać „Prowadź!”
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć…
Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,
Iść w toń za perlą o cudu urodzie,
Ażeby po nas zostały jedynie
Ślady na piasku i kręgi na wodzie.
(Leopold Staff, Kochać i tracić…!

223. TY SAM
Kaleb, bohater powieści Johna Steinbecka „Na wschód od Edenu” dowiaduje się, kim była jego matka i jakie złe życie prowadziła. Od razu chce się usprawiedliwić: „Wszystkiemu była winna moja matka, ona była zła, więc i ja jestem zły i nie mogę za zło odpowiadać”.
Mądry Chińczyk Li wyjaśnia mu wtedy, że nikt nie może usprawiedliwiać się dziedzictwem. Każdy nosi w sobie pierwiastki dobra i zła, a wybór zależy od niego. „Cokolwiek zrobisz, zrobisz sam” – kończy swoją radę.