(80) 1333,1334,1336,1339,1340

1333. O DWÓCH ZWIERCIADŁACH
Szatan – z natury specjalista od gmatwania i bałamucenia – skonstruował po wielu próbach specjalne zwierciadło, które pomniejszało to, co dobre i piękne, a powiększało to, co złe i brzydkie.
Wszystkie diabły miały wielką uciechę z tego wynalazku. Nie dziwota, że kursował z rąk do rąk. Nie było też człowieka, nie było kraju, którego by nie sfałszowano tym wymyślnym instrumentem.
Pewnego dnia jakiś szatan-niedorajda tak się potężnie roześmiał z obrzydliwości, jaką zobaczył, że lustro wypadło mu z rąk i rozprysło się w drobny mak. I przyszedł zaraz zły orkan i rozsiał to na wszystkie strony świata. Jeżeli wpadnie człowiekowi w oko taki mały odłamek, to wyolbrzymia zło a
pomniejsza dobro.
Gdy Bóg zobaczył, ilu ludzi widzi świat na opak, zasmucił się i postanowił im pomoc. Zwołał całą poszerzoną Radę Niebieską i ogłosił, że ześle na świat swego Syna, tzn. swoje podobieństwo i zwierciadło.
Tłumaczył, że On odbija jego dobroć i sprawiedliwość, że ukazuje człowieka takim, jaki jest.
I Jezus stał się rzeczywiście zwierciadłem dla ludzi. Przy każdej okazji ukazywał w człowieku dobro. W każdym człowieku, nawet w tym najmniejszym i najgorszym. Wielu ludzi ukochało to Zwierciadło Boże i poszło za Jezusem.
Byli jednak i tacy, którzy nienawidzili owego Lustra, podnieśli na nie rękę i rozbili je, skazując Jezusa na śmierć krzyżową. Ale po paru tygodniach nadszedł dobry wicher Pięćdziesiątnicy: Duch Święty porwał te miliony cząsteczek i rozdmuchał je na cały świat. Komu wpadnie w oko odrobina tego
Zwierciadła, widzi świat i ludzi tak, jak je widział Pan Jezus.

1334. O ŚMIERCI BOGA
Jean Paul Sartre (1905-1980) w swej krótkiej autobiografii pt. Słowa opowiada też, jak utracił wiarę. M.in. mówi tak: „Do niewiary nie przywiodły mnie sprzeczności dogmatów, lecz życie. Bo przecież wierzyłem – co dnia klękając w koszuli na łóżku odmawiałem złożywszy ręce, swój pacierz, alem o Bogu myślał coraz rzadziej. Kilka lat utrzymywałem jeszcze z Wszechmocnym stosunki oficjalne; prywatnie zaprzestałem składania Mu wizyt… A On coraz rzadziej na mnie spoglądał. W końcu odwrócił oczy”.
I Sartre takie snuje refleksje: „Pragnąłem Boga, dano mi Go. Przyjąłem ów dar nie pojmując, żem Go szukał. Nie zapuściwszy korzeni w moim sercu wegetował czas jakiś – potem umarł”.

1336. O DEFINICJI PANA BOGA
Mistrz zapytał jednego z uczniów: – Powiedz mi, co to jest „Bóg”.
Uczeń milczał. Nauczyciel zapytał powtórnie, a potem, za trzecim razem chciał wiedzieć, dlaczego odpowiedzią jest milczenie.
– Bo nie wiem – bąknął chłopiec.
– A myślisz, że ja wiem? – powiedział mistrz – ale wiem jedno: On jest tu na pewno, a oprócz Niego nic tu nie jest pewne; i to właśnie jest On.

1339. O TRZECH DIABŁACH
Trzech diabelskich czeladników po zakończeniu zawodowego wyszkolenia miało odbyć praktykę na ziemi. Przy odprawie dyrektor rozpytywał pilnie absolwentów o plany i metody pracy, z ludźmi.
Pierwszy powiada:
– Ja nauczę ludzi, że nie ma Boga. Dyrektor ściął go natychmiast:
– Wielu ludzi nie zyskasz tym chwytem, gdyż większość czuje w sercu, że Bóg istnieje; i tego czucia
nie uda ci się szybko wykorzenić.
Drugi młodzieniec diabelski melduje:
– Ja będę przekonywał ludzi, że nie ma piekła. Stary szatan odparł:
– Z tą metodą nie masz prawie żadnych szans; nikt się na to nie da złapać, ponieważ mądrzy ludzie już dawno wiedzą, że musi istnieć kara i nagroda, piekło i niebo.
Trzeci w końcu mówi:
– Ja będę ludziom wmawiał, że nie trzeba się do niczego przykładać, że to wszystko jedno, czy się czuwa, czy się śpi. Tylko temu ostatniemu wróżył doświadczony pedagog pewny sukces:
– Idź i rób, jak mówisz, a zobaczysz, jak ludzie dadzą się oszukać, ilu wpadnie ci w ramiona!

1340. O BOŻKACH I UZDROWIENIU
W czasach cesarza Dioklecjana (284-305) prefektem Rzymu był poganin Kromacjusz. Zapadł na jakąś ciężką chorobę, z której nie mógł się wyleczyć. Kiedy dowiedział się, że jego przyjaciel Trankwiliusz
został cudownie uzdrowiony w chwili przyjęcia chrztu; przywołał św. Sebastiana i św. Polikarpa, i prosił o uzdrowienie Św. Sebastian postawił mu 3 warunki: wiarę, chrzest i zniszczenie wszystkich bożków w
swoim ogrodzie i pałacu.
Kromacjusz zgodził się i zniszczył ponad 200 posągów, ale zdrowia nie odzyskał. Wymawiał to św. Sebastianowi. Św. Sebastian zapytał:
– Czy naprawdę zniszczyłeś wszystkie bożki? Prefekt odpowiedział, że tak. Na to św. Sebastian rzekł
do niego: – Zachowałeś jednak jednego z bożków, tego z kryształu, ozdobnego i szczególnie ci drogiego.
Oto dlaczego Bóg cię nie uzdrowił.
Kromacjusz wkrótce rozbił i tego ostatniego ulubionego bożka. I odzyskał zdrowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *