(06) 88,90,91,92,95

88. TAKI JAKI JEST
Małżeństwo Abrahama Lincolna było pasmem udręk. Właśnie, tak! Nie śmierć od kuli zamachowca. Bo kiedy zabójca Booth strzelił, Lincoln nie zdał sobie wcale sprawy, że go trafiła kula. Codziennie jednak, przez 23 lata zdawał sobie sprawę z tragedii nieudanego małżeństwa. Przez te lata pani Lincolnowa nieustannym gderaniem zamęczała męża. Zawsze niezadowolona, ciągle krytykowała, nigdy w niczym nie mógł jej dogodzić. Przyczepiała się dosłownie do wszystkiego. A to się garbił, a to niezgrabnie stąpał, a to nie miał dostatecznej siły przebicia w załatwionych sprawach. Nie mogła patrzeć jak jego spore uszy odstawały od głowy niemal pod kątem prostym. Nawet skrytykowała nos męża, że krzywy; że dolna warga mu wystaje; że wygląda jak gruźlik; że nogi i ręce ma za duże, a głowę za małą. Lincoln i jego żona stanowili całkowity kontrast w zakresie wychowania, środowiska, temperamentu, gustu. Działali sobie na nerwy w nieopisany sposób. „Donośny, jazgotliwy głos pani Lincoln – pisze jeden ze współczesnych – rozchodził się po całej ulicy, a o jej szalonych wybuchach gniewu wiedziało całe miasteczko. Nieraz gniew wyrażał się czymś mocniejszym niż słowa”. Kiedy
Lincolnowie wkrótce po ślubie mieszkali w wynajętym mieszkaniu, żona podczas śniadania oblała ze złości męża gorącą kawą. Gospodyni domu z przerażeniem ocierała twarz Lincolnowi. On siedział, głęboko zawstydzony tą niesłychaną sceną. Zazdrość żony była tak niemądra i niewiarygodna, że nawet po upływie tylu lat, gdy się o tym wszystkim dowiadujemy, robi się człowiekowi przykro. W małżeństwie szczególnie sprowadza się prawda tzw. życiowa, że trzeba przyjmować człowieka takim jaki jest.

90. DUŻA POMOC MAŁEGO
Lew zbudzony z drzemki psotami mysz chwycił jedną z nich i groził, że za karę natychmiast ją zje.
– Daruj mi życie – prosiła mysz – a nie zapomnę ci tego i odwdzięczę się kiedyś. Lew rozbawiony propozycją rewanżu puścił ją wolno.
Niedługo potem ten sam lew nie mógł uwolnić się z sideł myśliwych. Wtedy zjawiła się mysz, przegryzła sznur pułapki i lew był wolny.

91. NIC STRACONEGO
Być może wielu ogarnia wątpliwość:
– Słyszałem już tyle kazań, nauk rekolekcyjnych, mniej albo więcej mądrych, wzruszających, pobożnych i przekonywujących. Co one mi w sumie dały, w czym pomogły? Tak wiele odeszło w zapomnienie. Czy jest sens słuchać następnych?
Nie od rzeczy będzie więc porównanie, że z kazaniami podobnie jest jak z wodą laną do koszyka. Woda wprawdzie wycieknie, ale koszyk zostanie wilgotny i zawsze bardziej czysty.

92. PRAGNIENIE BOGACTWA
Młody człowiek pragnął być bardzo bogatym. Udał się na poszukiwanie skarbu. Szedł przed siebie,
wypytywał spotkanych ludzi, gdzie może znaleźć bogactwo. W kolejnym dniu wędrówki przy źródle, gdzie zatrzymywali się podróżni spotkał siedzącego starca. Przystanął, aby odpocząć i napić się wody. Kiedy po chwili chciał wstać, starzec zapytał: „Gdzie się spieszysz, młodzieńcze?” – „Do skarbów” – odpowiedział – „Bo chcę być bogaty”. – „Zaczekaj, spróbuję ci pomoc” – rzekł starzec. – „Czy to daleko, dziadku?”.
Ze swojej torby podróżnej starzec wyjął małą szkatułkę, zdjął zawieszony na piersiach kluczyk i otworzył. Na dnie szkatułki leżała mała książka. Po otwarciu młodzieniec spostrzegł, że w pięknych okładkach książki była tylko jedna kartka. Na niej zapisane jedno zdanie: – „Tylko Bóg jest wieczny”. Starzec przeczytał młodzieńcowi te słowa i dodał: jeżeli szukasz tego skarbu, to nie musisz iść dalej. On jest wszędzie. Młodzieniec ucałował otwartą księgę i pozostali razem.

95. POCHWAŁA KUGLARZA
Pewien kuglarz wędrował przez wiele lat po świecie, to tu, to tam, daleko i blisko, ale nigdzie nie zaznał spokoju, aż w końcu wszystko, co go spotkało, budziło w nim niechęć. Postanowił wtedy porzucić ten rodzaj życia. Udał się do klasztoru zwanego Claravallis. Opat przyjął go serdecznie i włączył do zgromadzenia braci.
Kiedy kuglarz przeżył już jakiś czas w klasztorze, okazało się, że nie był mocny w żadnej ze sztuk, w której miał możność się ćwiczyć. Nie umiał więc czytać z ksiąg, nie umiał śpiewać „Pater noster” ani „Credo”, ani uprawiać żadnej innej sztuki duchowej. A sztuczki i tańce na nic mu się tu nie przydały.
Pewnego dnia, kiedy był bardzo przygnębiony, a bracia śpiewali pieśni nabożne, stanął przed świętym
obrazem i powiedział kłaniając się pokornie.
– Czcigodna Pani! W służbę Tobie oddaję moje ciało i duszę. Nie gardź moją sztuką! Ja nie potrafię Cię
czcić pieśniami pochwalnymi i modlitwą tak jak inni bracia. Dlatego pragnę to robić jak jagnięta, które skaczą przed swoją matką. O słodka Pani, spojrzyj łaskawie na swojego „sługę! I rozpoczął swoje widowisko, wykonując jednocześnie zgrabne skoki w prawo i w lewo, to wysoko, to daleko. I służył tak Maryi przez wiele dni, a serce jego tak się tym wypełniło, że nie myślał o niczym innym i niczego innego nie pragnął. Bał się tylko, że ktoś odkryje jego tajemnicę, a wtedy – tak sądził – bracia wypędzą go z klasztoru na ten pogmatwany świat.
Wkrótce potem opat przyszedł z jednym z braci do kościoła. Znaleźli też ukryte miejsce w pobliżu
ołtarza, skąd mogli dobrze widzieć, a sami byli niewidoczni. Popatrzyli na kuglarza, jak się starał, jak kłaniał się i skakał przed świętym obrazem, aż wreszcie nie mógł już poruszać członkami i padł bezwładnie na ziemię.
Kiedy tak leżał, bracia zauważyli, że od sklepienia spływa w dół cudowna Postać. Tak pięknej Postaci człowiek nigdy dotąd nie oglądał. Towarzyszył jej zastęp aniołów i archaniołów. Wszyscy skupili się wokół kuglarza przynosząc mu pociechę i ulgę. Następnie Postać pobłogosławiła swego tancerza i unosząc się w gorę odwracała jeszcze ku niemu przyjazną twarz. Wszystko to widział opat wraz z bratem po wielokroć, a cud ten sprawił, że serce kuglarza stało się jasne i pogodne.
Z biegiem lat członki kuglarza utraciły swą siłę, aż wreszcie śmiertelnie chory musiał leżeć w łóżku.
Kiedy jego dusza odłączyła się od ciała, nasza umiłowana Pani wzięła ją w swe ramiona. Aniołowie unieśli Ją wraz z duszą kuglarza – na oczach wszystkich braci i podążyli do nieba. Mnisi godnie pogrzebali ciało kuglarza w klasztorze. Jego grób był jeszcze bardzo długo otaczany czcią jak wielka świętość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *