(11) 141,142,143,145,146

141. CZŁOWIEK O WIELU MASKACH
Hekebolis był uznanym sofistą i nadwornym nauczycielem w Konstantynopolu. Powoli, acz wytrwale wspinał się po drabinie dworskich zaszczytów. Umiał jak nikt inny wykorzystać aktualną sytuację.
W końcowych latach panowania cesarza Konstantyna Wielkiego, gdy religia chrześcijańska stała się modna – Hekebolis przyjął chrześcijaństwo. Potem, w zależności od rozwoju wydarzeń, zawsze w odpowiedniej chwili, zmieniał wyznanie. Z arianina stał się ortodoksyjnym, z prawowiernego znów arianinem. Każdy zwrot wynosił go o stopień wyżej w hierarchii władzy.
Gdy na tron wstąpił wróg chrześcijaństwa, Julian Apostata – Hekebolis i wtedy nie stracił głowy. Upadł do nóg cesarza, wyznając mu, że już od dawna mocował się ze sobą, że tak naprawdę nie był chrześcijaninem.
Dopiero teraz, dzięki cesarzowi przejrzał i zrozumiał, że wiara w rzymskich bogów jest tą prawdziwą.
Po krótkim panowaniu Juliana Apostaty na tronie zasiadł przychylny chrześcijaństwu Jowian. Hekebolis wyczuł, z której strony wieje korzystny dla niego wiatr. Długo leżał krzyżem na schodach chrześcijańskiej bazyliki. Pokutował i płakał. Znowu przejrzał, że religia chrześcijańska, i tylko ona, jest jedynie prawdziwa… I znów zrobił karierę.

142. CZY MILCZENIE ZAWSZE JEST ZŁOTEM ?
Mam 19 lat i maturę za sobą, a mimo to nie mam najmniejszego przygotowania do życia – zwierza się Agnieszka. Żyję tak, jak gdyby nikt przede mną nie miał żadnych doświadczeń, jak gdyby nikt nie potrafił mi powiedzieć o rożnych problemach, jakie będę napotykać w życiu. Jestem więc wielkim 19 – letnim dzieckiem, które skończyło szkołę i któremu kazano iść w życie z szerokim zasobem wiadomości z matematyki, fizyki, które potraf wyliczyć wszystkich królów polskich, powiedzieć życiorys Mickiewicza, ale nie potraf żyć.
W swoim życiu, w rozmowach i książkach niejednokrotnie spotykałam się ze słowem „stosunek”. Jakie jest i jakie powinno być życie seksualne młodzieży – nic o tym nie wiem. Pomóż mi w moim trudnym życiu.
Błagam, nie odpowiadaj mi: „Zwróć się o wyjaśnienie do rodziców” – bo moi rodzice są zdania, że naiwność i niewiedza w życiu dodaje uroku młodym dziewczętom, a ja właśnie myślę, że można ten urok przez naiwność stracić.

143. IDEAŁY
Czy sądzisz, że warto wierzyć w jakieś ideały? poświęcić się dla nich? – realizować?
Dwudziestopięcioletni mężczyzna odpowiedział na moje pytanie po chwili namysłu:
– Rożne ideały stawiano przed nami, jedne okazywały się zwykłymi kłamstwami, inne – tworem
chorobliwej wyobraźni. Walka o pokój, o zbudowanie socjalizmu – okazały się czczymi frazesami. Wpajano w nas od najmłodszych lat… uczyliśmy się, uczyliśmy – kłamstwa, obłudy, uczyliśmy się nie okazywać swego oblicza, bo cień podejrzenia o „nieprawomyślność” – zwichnąć mógł karierę życiową, przekreślić plany na przyszłość. Nie wiem, jakie mogą być ideały, w które można wierzyć. Ale czy można żyć nie wiedząc po co?

145. DLACZEGO W KOŚCIELE SĄ OBŁUDNICY?
– Mam problem, proszę księdza. Mam naprawdę problem, ponieważ widzę, że w Kościele jest zbyt wielu ludzi obłudnych – powiedział do mnie znajomy student.
Odpowiedziałem :
– Masz rację, są tacy. Zawsze tacy byli i zawsze będą. Czy widziałeś kiedyś podrobiony banknot?
– Nie, ale słyszałem o czymś takim.
– Czy widziałeś kiedyś podrobiony nikiel?
– Nie. Nikiel nie jest wart podrabiania.
– Słusznie. Powiedziałeś, że w Kościele są tacy, co „modlą się pod figurą, a diabła mają pod skorą”. A czy widziałeś fałszywego grzesznika, fałszywego pijaka albo podrobioną rzecz, która jest właściwie
bezwartościową?
– Nie.
– Powodem podrabiania chrześcijaństwa jest to, że prawdziwy chrześcijanin jest wart podrabiania. Fakt, że w Kościele znajdują się obłudnicy, wskazuje na to, że usiłują zgodnie z wymogami świata imitować to, co jest bardzo dobre. Mówiąc, że w Kościele znajduje się wielu obłudników, wygłaszasz pod jego adresem wspaniały komplement. Zauważyłeś obłudników w związku studentów, na uniwersytecie, w klubie?
– Oczywiście, że tak – odpowiedział.
– Dlaczego więc nie rezygnujesz ze studiów? Odchodzisz z Kościoła z powodu obłudników, to zrezygnuj też z uniwersytetu. Gdzie twoja konsekwencja? Nie osądzaj na podstawie najgorszych. Patrz na najlepszych.

146. PROBOSZCZ, JAKICH WIELU?
Ksiądz Edmund Fleury w książce „Jak przez ogień” opisuje swą przyjaźń z Dziekanem, duchownym:
inteligentnym, realistą, praktycznym, bez kompleksów, skłonnym do ironii i wesołości. Wiele lat pracy wśród wiernych dało i jemu radę.
Obojętność, egoizm i złośliwość parafian prowadzą do kryzysu. W dzień Bożego Narodzenia Dziekan
wygłaszał do wiernych ostatnie kazanie: „Rozbiłem wśród was swój namiot. Jak Izraelici nie chcieliście we mnie uznać człowieka Bożego. Dlatego opuszczam was…
Zrozpaczony i zrezygnowany ksiądz odchodzi z parafii. Chroni się u swego przyjaciela, proboszcza
pobliskiej parafii. Od tej chwili powieść ukazuje, czym jest, czym być może przyjaźń między księżmi. Proboszcz w świetle tragedii Dziekana widzi swoje problemy: czystość, wierność powołaniu – żaden z nich nie pomyślał o porzuceniu kapłaństwa – miłość do ludzi. Wspomina wszystkie upokorzenia, klęski, bunty. Teraz, gdy opiekuje się Przyjacielem te doświadczenia są dla niego planem Bożym. Musiał je przeżyć, aby lepiej zrozumieć Dziekana i pomoc mu. Troszczy się więc o niego, zabiera do sanktuarium, gdzie nieszczęśliwy ksiądz znajduje spokój duszy u stop łaskami słynącej Madonny. Proboszcz pielgrzymuje do kościoła, w którym przyjął święcenia i tam ofiarowuje swoje życie w zamian za powrót Dziekana do porzuconej parafii.
Wracają obydwaj do swoich parafian. Proboszcz wkrótce zapada na ciężką chorobę. Dni jego są
policzone. Przed śmiercią wyjawia Dziekanowi swoją tajemnicę: „Jedna wiara, jedna miłość, ta sama ofiara, ta sama siła – jak jeden poemat… Nie zrobiłem nic nowego; tylko naśladowałem. Bez rozlania krwi nie ma odkupienia”. Ażeby dokonało się zbawienie trzeba żeby człowiek przeszedł, „jak przez ogień”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *