Kazania – wstęp

Witam, mam przyjemność zaprezentować tu duży zbiór przykładów do kazań z parafii pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego w Siemianowicach Śląskich.
Siemianowice_Antoni

Zbiór ten liczy 1375 przykładów ściągniętych w 2011 roku ze strony, która obecnie jest nieczynna (http://swantoni.siemianowice.wiara.pl/biblioteczka.html) i dzięki uprzejmości księdza proboszcza mogę je tu zamieścić. Na blogu zamieszczam zupełnie subiektywny wybór 427 przykładów (31%) (te, które akurat wywarły na mnie szczególne wrażenie), więc polecam po przejrzeniu zapoznanie się z całością, która znajduje się w pliku zip mającym 4 pliki pdf: kazaniaCalosc.zip

(00) 5,8,9,12,16

5. TAJEMNICA BOGA
Znany ksiądz – poeta Jan Twardowski udzielił francuskiemu miesięcznikowi „Nasza Rodzina”
następującej odpowiedzi na pytanie, jaka jest różnica pomiędzy buddyzmem a chrześcijaństwem: „Buddyzm nie ma jasnego pojęcia Pana Boga, raczej uznaje tajemnicę bytu. Jeśli Bóg jest, to jest bezosobowy. Człowiek również po wielu bytach, po wielu swoich istnieniach zatraca się w Bóstwie. Tymczasem chrześcijaństwo głosi, że Bóg stał się człowiekiem i człowieczeństwo Chrystusa nie zatraciło się w Bóstwie. Głosi, że człowiek po śmierci zachowuje swoją indywidualność. Dzięki nie zatraconej indywidualności duszy, po śmierci możemy spotykać najbliższych naszych krewnych. Stąd pochodzi w chrześcijaństwie modlitwa w intencji zmarłych i jest ona bardzo popularna i bardzo żywa”.

8. WIARA Najbliższa
Znany trapista Thomas Merton (1915-1968) urodzony we Francji i wychowany w Stanach Zjednoczonych, autor książek: „Posiew kontemplacji”, „Znak Jonasza”, „Nikt nie jest samotną wyspą”, w pewnym okresie swego życia szukał wiary. Był niewierzącym filozofem i estetą. Spotkał się z mnichem buddyjskim w Londynie. Powiedział mu, że chciałby znaleźć wiarę, może buddyjską – „może mi swoją wiarę przekażesz?” Ten jednak zapytał Mertona z jakiej części świata pochodzi. Okazało się że z Europy.
Odpowiedział mu mnich: „W takim razie najbliższa ci jest wiara chrześcijańska, taką ci wiarę sam Bóg
podsunął, skoro urodziłeś się w kręgu tej kultury. Poznaj najpierw mistyków chrześcijańskich. Bóg powołując Cię do życia w Europie, powołał cię równocześnie do wyznania, które tam jest najbardziej popularne. Zacznij od tego”. Podsunął mu wtedy Ewangelię i książkę Tomasza a Kempis o naśladowaniu Chrystusa. Dodał: „Nie szukaj egzotyki, wybierz tę wiarę najbliższą, jaką ci Bóg podał”.

9. BÓG NASZYCH PRZODKÓW
Bóg nie jest jakąś filozoficzną abstrakcją. Jest On „Bogiem i Ojcem Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (Ef. 1,3). Filozof francuski Pascal doszedł w końcu do tej samej prawdy. Wielki Francuz górował intelektualnie nad swymi współczesnymi! Mając lat 11, napisał traktat „O dźwięku jako takim”. W 16 roku życia był geniuszem matematycznym i przygotował się do studiów nad stożkami (stereometria). Odkrył znane do dziś „prawo Pascala” – Prawo ciśnienia cieczy. Jednocześnie był genialnym fizykiem. Zajmuje czołowe miejsce wśród myślicieli i sław naukowych wszystkich czasów. Był on myślicielem religijnym tak samo wybitnym, jak naukowcem czy filozofem. Cóż więc uważał Pascal za swoje największe odkrycie? Odpowiedź ukrył na małym zwitku papieru, który nosił tuż przy sercu i który znaleziono po jego śmierci. Ci, którzy przypuszczali, że będzie tam wymieniona jakaś filozoficzna zawiłość czy naukowe odkrycie, przeczytali ze zdumieniem słowa: „Bóg nie jest Bogiem filozofii, jest Bogiem Abrahama, Izaaka, Jakuba i Jezusa”.

12. POPATRZ NA SIEBIE SAMEGO
Chrześcijaństwo istnieje tyle stuleci, ale ludzie nie stali się lepsi – argumentował pewien niedowiarek w rozmowie z księdzem. Ten odpowiedział spokojnie: – woda istnieje już miliardy lat, a popatrz pan na swoją szyję! I wątpić muszę wciąż na nowo, i burzyć to, com wczoraj czcił; na wargach wciąż się waha słowo, niewiary uśmiech w nie się wpił. Więc powiedzże mi, Czynów Boże, ku czemu umrę, po com żył? Niech ufność w to lub owo złożę, niech wierzę w jakiś rozkaz, znak, bym już nie mówił może… może… ale jedynie ‚ „Nie i Tak „.
(Władysław Kościelski I wątpić muszę wciąż na nowo)

16. COŚ ZA COŚ?
Nawet z Bogiem chcielibyśmy pohandlować. „Ja dam Ci paciorki różańca, pielgrzymki – a Ty mi dasz…”
Handel za paciorki i dobre uczynki. Swoiste „łapówki” wręczane Bogu, aby trzymał naszą stronę. „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie! Daję na Mszę św., abym wygrał sprawę w sądzie”. Słowo Boże mówi jednak jednoznacznie: „Nie staraj się przekupić Boga darem, bo nie będzie przyjęty” (Syr 35,11).

(01) 21,29,38,40,41

21. SIŁA PRZYCIĄGANIA
Rabin Mojżesz Leib często powtarzał: „Jak łatwo jest ubogiemu człowiekowi zdać się na Boga. Cóż bowiem innego posiada, na co mógłby się zdać? A jak ciężko jest bogatemu zdać się na Boga. Całe jego bogactwo woła do niego: Zdaj się na mnie!”

29. PLAN POKOJU DLA WSZYSTKICH
Po zakończeniu pierwszej wojny światowej, pewien Amerykanin ustalił nagrodę w wysokości miliona dolarów dla tego, kto opracuje plan uniwersalnego pokoju. Zgłoszono ponad 22000 planów i propozycji! Sąd konkursowy długo i nadzwyczaj wnikliwie oceniał każdą ze zgłoszonych propozycji, w końcu jednak odnalazł plan najkrótszy, najbardziej lapidarnie sformułowany i jednocześnie najbardziej przekonywujący. Składał się on tylko z dwu słów: „Przyjmijcie Jezusa”.

38. WIARY ZABIĆ NIE MOŻNA
Pewien robotnik nadużywający wódki, wykłada kompanom w knajpie swe poglądy. – „Precz z fabrykantami, policją i księżmi! Wyobraźcie sobie, moja żona kiedyś chodziła do kościoła, spowiadała się, chciała nawet mnie zmusić, bym pościł w piątki. Ale nie trwało to długo. Wybiłem jej to z głowy i dała spokój bieganiu do kościoła”. Późnym wieczorem wraca ów człowiek do domu. Przed mieszkaniem spostrzega policję i tłum ludzi. Podchodzi bliżej i z przerażeniem spostrzega trupy żony i trojga dzieci. Na stole leżała kartka z krótkim pożegnaniem: – „Dopóki miałam wiarę, mogłam wszystko znieść. Od chwili, kiedy mój mąż wyrwał mi wiarę w Boga i zepchnął w błoto i w rozpacz, nie mogę wytrzymać. Odbieram życie sobie i biednym dzieciom, aby im oszczędzić strasznego losu, jaki mnie przypadł w udziale”.

40. NIEWDZIĘCZNOŚĆ
Godzinami wystawała przy płocie i płakała. Tak zapamiętali sąsiedzi Helenę, starą matkę Józefa. Józef jest ślusarzem. Pracuje w Zakładach Wapienniczych pod Kielcami. Ma czworo dzieci, żonę, dom z wygodami, oraz 80 arów darowanych przez matkę…
Kiedy tylko matka przepisała na syna ziemię, okazało się, że jest stara, zła i trudno z nią wytrzymać…
Mama była coraz gorsza. Miała coraz większe wymagania. A to trzeba było ją ubrać, a to umyć, a to
przypilnować, żeby nie zjadła czegoś lepszego z lodówki… Kiedy więc tylko zbudowali nową komórkę na narzędzia, przenieśli mamę do starej. Nowe mieszkanie mamy – 6 metrów na 5 – było zaopatrzone we wszystko, co potrzebne jest do życia. Materac do spania na betonowej podłodze, miednica do kąpieli, wieszak na ubrania.
Za oknem rozpościerał się sielsko-wiejski pejzaż – obornik, kubły z pożywieniem dla prosiąt. . .
Zmarła śmiercią naturalną. Z głodu, wycieńczenia.

41. WSZYSTKO CZYM KRZYŻ NIE JEST
Ogłoszenie jednej z włoskich gazet: „Pragniesz fortuny, szczęścia, zdrowia? Odpowiedzią na twoje
problemy będzie cudowny Krzyż Jerozolimski, wykonany w delikatnej masie perłowej, ręcznie intarsjowany.
Krzyż Jerozolimski z posrebrzanym łańcuszkiem dla ciebie za jedyne 30 tys. lirów. Ten niezwykle potężny i wspaniały amulet może dokonać wszystkich cudów, jakich tylko potrzebujesz. Cudu pieniędzy – jeśli pieniądze są jednym z twoich problemów. Użyj go, a zobaczysz, że spadnie na ciebie prawdziwa lawina pieniędzy, tak że będziesz w stanie spłacić wszystkie twoje długi i zapewnisz sobie spokojną przyszłość. Cudu szczęścia. Odtąd fortuna będzie kroczyć u twojego boku. Będziesz mógł spokojnie grać na wyścigach, w loterie i totka, a wygrasz z pewnością. Cudu zdrowia, bo będziesz żył długo i szczęśliwie, czuł się młodym i pewnym siebie, mógł robić wszystko, co zechcesz. Cudu szczęśliwej rodziny. Twój partner będzie cię rozumiał i kochał, dzieci znajdą szczęście w życiu, a rodzice wesprą was, gdy będziecie w potrzebie. W ciągu trzydziestu dni po zakupie krzyżyka odczujesz jego pierwsze pozytywne skutki”.

(02) 43,44,46,47,49

43. KARYKATURA BOGA
Karykaturą Boga, która dawniej, zwłaszcza w nauczaniu religii, odgrywała pewną rolę, jest obraz „Boga despoty”. Fragment z autobiografii Jean Paul Sartre’a (1905-1980) może nakłonić do refleksji niejednego, który bez pohamowania stosuje swoje „Pan Bóg cię ukarze” jako środek groźby czy nacisku: „Kilka lat jeszcze utrzymywałem z Wszechmocnym stosunki oficjalne; prywatnie zaprzestałem składania Mu wizyt. Raz jeden naszło mnie uczucie, iż On istnieje. Bawiąc się zapałkami przypaliłem dywanik, kiedy zamalowywałem farbą ślady występku, Bóg ujrzał mnie nagle, uczułem Jego spojrzenie wewnątrz głowy i na rękach, kręciłem się po łazience straszliwie widzialny, żywy cel. Ocaliło mnie oburzenie: wściekłem się na niedyskrecję tak ordynarną, nabluźniłem, wymamrotałem jak mój dziadek… I nie spojrzał na mnie już nigdy więcej”.

44. MĄDROŚĆ ŻYCIA
Jeden z chińskich cesarzy powziął plan podbicia sąsiedniego kraju i wyniszczenia wszystkich jego mieszkańców. Później, gdy zobaczono go, jak ze swymi wrogami biesiaduje i zabawia się w najlepsze, pytano:
– Jak to, przecież chciałeś zniszczyć swoich wrogów?
– Właśnie to zrobiłem, zdobywając sobie ich przyjaźń – odrzekł mądry władca.

46. SKUTKI DOŚWIADCZENIA
Cesarz niemiecki Fryderyk II (II94-1250) był twórcą okrutnego w skutkach doświadczenia. Pragnąc
dowiedzieć się, który z języków jest najstarszy – rozkazał z sierocińca przynieść 50 niemowląt. Każdemu dziecku przydzielono opiekunkę, której powinnością była troska o jedzenie, picie, ubranie, zaspokojenie wszelkich elementarnych potrzeb życiowych. Opiekunkom surowo zakazano odzywać się do wychowanków i okazywania jakichkolwiek odruchów życzliwości czy serca.
Skutki eksperymentu były zatrważające. Wszystkie dzieci pozostały niemowami. Nie bawiły się, ani
pracowały. Nie umiały się cieszyć, pytać, dziękować, myśleć. Podobno żadne nie dożyło wieku dorosłego.

47. WYZNANIE ALKOHOLIKA
Roman Brandstaetter w dramacie „Milczenie” wkłada w usta jednego z bohaterów, nałogowego
alkoholika, następujące wyznanie: „Ćwiartka wódki wystarczy, bym znalazł się w innej rzeczywistości, w innym wymiarze, gdzie życie jest inne, lżejsze, łagodniejsze i – piękne. Ćwiartka wódki to moja wiza i mój paszport w świat najwspanialszej wyobraźni”.
Ów bohater żyje w czasach stalinowskich i jest zmuszony do działań sprzecznych z własnym sumieniem.
Wcześniej przeżył gehennę wojny i więzienia na Pawiaku. Jako pisarz nie może pisać tego, co czuje – zmuszony pisać „pod’ publiczkę”.

49. ŻYWY TRUP
W sztuce Lwa Tołstoja pt. „Żywy trup” pewien człowiek na stanowisku – a żyjący i działający w
niesprawiedliwym ustroju – mówi tak: „Na moim stanowisku dane są tylko trzy drogi do wyboru, po pierwsze – tkwić na tym stanowisku, zgarniać pieniądze i pomnażać to świństwo w którym się żyje, to jest dla mnie ohydne;
po drugie – walczyć z tą ohydą – ale na to trzeba być bohaterem, a ja bohaterem nie jestem; a po trzecie – szukać zapomnienia w wódce”. I wybiera to trzecie wyjście. Zbyt wielu ludzi wybiera i dziś to trzecie wyjście. Kto wie?
– może dlatego, iż są niezdecydowani któremu panu mają służyć.
Po raz setny staję przed lustrem i pytam: kim jestem, kim jestem, czego chcę od życia i od ludzi, i czemu ciągle mylę ścieżki zamiast iść wydeptanym gościńcem?
(Jan Czarny, Przed lustrem)

(03) 50,51,55,56,60

50. TEN SAM
Leonardo da Vinci malując „Ostatnią Wieczerzę” szukał kogoś, aby pozował mu do postaci Chrystusa.
Znalazł kleryka Piotra Baldinucciego. Po paru latach artysta kończył swe dzieło, a wtedy z kolei szukał modelu Judasza. Chodził więc po ciemnych zaułkach dzielnicy łotrzyków i poprosił jednego z nich o pozowanie… Był nim ten sam Piotr Baldinucci.
Problemów się nie rozwiązuje. Problemy się przeżywa, Jak dnie, których, gdy miną, już nie ma Jak szaty zużyte, Z których się wyrosło, Spadają z ramion I w drzwi ostatnie Wchodzisz nagi i wolny Jak świt.
(Leopold Staff, Problemy)

51. PRAWO WYBORU
W książce J. Steinbecka „Na wschód od Edenu”, między służącym Li i głównym bohaterem Adamem
toczy się dyskusja na temat wolności człowieka. Chińczyk rozważa historię Kaina i Abla. Dzieje grzechu. W monologu starego sługi pada jedno hebrajskie słowo „timszel” – będące swoistą odpowiedzią na pytanie o granicę zła w ludzkim życiu. To jedno słowo zaczerpnięte z Biblii: „Timszel” – „możesz” daje prawo wyboru.
Mówi, że droga jest otwarta. Przenosi odpowiedzialność na człowieka. Bo jeśli „możesz” to znaczy również, że „możesz nie”.

55. WYTRWAŁA POMOC
W jednej ze znajomych rodzin, ojciec stał się alkoholikiem. Był przedtem człowiekiem wierzącym,
dobrym mężem. Teraz zaczęło się piekło i rozkład rodziny. Wracał nocą pijany. Przestał chodzić do Kościoła.
Żona z dziećmi modliła się stale o jego nawrócenie, jednak bezskutecznie. W końcu powiedziała do Matki Bożej: „Co wieczór, gdy męża nie będzie w domu, a dzieci pójdą już spać, będę leżała krzyżem na podłodze do chwili jego powrotu i modlić się o nawrócenie, aż do skutku”. Trwało to długo, cały rok. Mąż o niczym nie wiedział, bo gdy słyszała, że pijany wraca, cicho kładła się spać. Była tym bardzo wymęczona. Po roku powiedziała do męża wobec dzieci: „Pójdziemy na Jasną Gorę prosić o nawrócenie dla tatusia”. On niespodziewanie powiedział: – „Pojdę z wami”. Na miejscu, w Częstochowie matka mówi do dzieci: -„Idziemy do spowiedzi”. On po chwili. „Ja też”. Od tej chwili przestał pić i stał się przykładnym mężem i ojcem.
Żona w czasie próby stanęła obok niego jako prawdziwa pomoc. Modlitwą i cierpieniem uzyskała wielką łaskę.
W ten sposób pomagamy cierpieniem.

56. SPOTKANIE PO LATACH
W książce pt. „Luźne kartki” Jan Parandowski opisuje zdarzenie, które miało miejsce w Warszawie tuż
po wojnie. Do tramwaju wsiadł mały chłopiec w szkolnym mundurku i z tornistrem zbitym z deseczek.
Konduktor poprosił go o bilet. Chłopiec ze spuszczoną głową cicho odpowiedział, że biletu nie ma. Konduktor ostro zwrócił mu uwagę, że bez biletu nie wolno jeździć. Chłopiec zaczął przepraszać, że nie zdąży na lekcje, że nie ma pieniędzy. W międzyczasie do rozmowy włączył się mężczyzna w mundurze wojskowym. Zaczął strofować małego pasażera, że na pewno pieniądze od rodziców dostał. Chce jednak oszukać. Dlatego na najbliższym przystanku musi wysiąść. Chłopiec rozpłakał się. Do konduktora i upominającego go nieznajomego zaczął mówić:
– „Ja nie mam rodziców, mama zginęła w Powstaniu Warszawskim. Ojciec nie wrócił z wojny. Zabrali
mnie dobrzy ludzie, ale są biedni. Nie mają pieniędzy. Ja mówię prawdę, mam ze sobą zdjęcie mamusi”.
I z kieszeni mundurka wyjął zdjęcie, aby je pokazać. Pasażer w mundurze wojskowego spojrzał na
fotografię i rozpoznał na niej… żonę. Uściskał i ucałował chłopca, bo odnalazł swojego syna. Chłopiec dzięki fotografii mamy, którą nosił przy sobie odnalazł swojego ojca.

60. CIERPLIWOŚĆ W MAŁŻEŃSTWIE
Ksantypa, żona Sokratesa, znanego greckiego filozofa, stała się uosobieniem wszystkich nieznośnych
żon. Sokrates wrócił kiedyś z filozoficznej dyskusji późnym wieczorem i trafił na zły humor żony. Ta, urządziła mu wielką awanturę, a później ze złością wylała na mężowską głowę sporą dawkę pomyj.
„No tak – westchnął Sokrates – nic dziwnego, że po takiej burzy spadł również i deszcz”.
Nie głaskało mnie życie po głowie, nie pijałem ptasiego mleka no i dobrze, no i na zdrowie tak wyrasta się na człowieka.
(Władysław Broniewski, Mannlicher)

(04) 62,66,67,69,70,76

62. WYMOWA MIŁOŚCI
Sześcioletni Jerzy poszedł do „zerówki”. Pani zapoznaje się z podopiecznymi i pyta m.in. Jurka: – „Jak
masz na imię?” – „Jureczek”. – „A mama? – „Kochanie”. – „A tatuś? – „Serduszko”. Pozostałe dzieci wybuchnęły śmiechem. Pani skorzystała z okazji i wytłumaczyła dzieciom co to znaczy. Na sali zrobiło się cicho. Dzieci zrozumiały wymowę miłości.

66. BYĆ SOBĄ
Być sobą! Pisarz Igino Giordani („Maryja wzorem doskonałym”) tak ujmuje społeczną sytuację Maryi:
„Poza Nazaretem mało kto Ją znał, a w Nazarecie mało kto o Niej mówił. Dni spowijało milczenie, lecz zwykle nie mówi się o tym, kto żyje w pracy, w spełnianiu obowiązku. Gazety obfitują w kroniki działalności niszczycieli i „killers”, ludzi, którzy gwałcą prawa wstydu, porządku i wolności. W kronikach mają o wiele więcej miejsca gwiazdy filmowe i demagodzy, ludzie anormalni i kryminaliści – niż miliony matek, sióstr i misjonarzy, pokorna masa, z której żyje społeczeństwo. Maryja jest wzorem tego życia pełnego, realnego, wolnego od kadzideł”.

67. NIOSĄCY CHRYSTUSA
Dwieście lat po narodzeniu Chrystusa żył w Samon człowiek, olbrzym, który nigdy nie słyszał ani słowa o Chrystusie. Był to nieokrzesany prostak o gołębim sercu. Pragnął zostać poddanym tylko kogoś silniejszego od siebie. Pewnego dnia spakował swój dobytek i ruszył w drogę, aby znaleźć tego większego. Po drodze przystawał tu i tam i rozpytywał o najpotężniejszego człowieka. Wszyscy dawali mu taką samą odpowiedź: król.
Najpierw olbrzym przybył do miasta, w którym żył król, a kiedy dostał się do pałacu, zobaczył króla w
całym przepychu.
– Kim jesteś, nieznajomy? – zapytał król.
A olbrzym spytał:
– Czy ty jesteś królem?
– Tak, to ja.
Wtedy olbrzym powiedział:
– Bądź moim panem, gotów jestem ci wszędzie towarzyszyć.
Przez następne dni szedł za królem wszędzie, gdzie tamten się udawał. Król cieszył się ze swego nowego sługi, gdyż żaden władca nie mogł się poszczycić takim silnym i gorliwym towarzyszem. Pewnego dnia, kiedy szli przez miasto, usłyszeli, jak dwaj mężczyźni się spierają. Jeden wymyślał drugiemu i życzył mu, aby go diabeł porwał.
Wtedy król przestraszony przeżegnał się.
– Dlaczego to czynisz? – zapytał olbrzym.
– Tak trzeba robić, kiedy zostaje wspomniane to imię
– powiedział cicho król, potem cofnął się i przeżegnał powtórnie.
– Bądź zdrów, mój królu – rzekł olbrzym.
– Dokąd odchodzisz?
– Poszukać tego, którego się boisz, albowiem on musi być mocniejszy niż ty.
I olbrzym odszedł ze smutkiem w oczach.
Znów zatrzymywał ludzi i pytał o diabła, ale każdy się odwracał i uciekał. Olbrzym nie mogł tego zrozumieć. Nie musiał jednak długo szukać. Na pustej drodze ukazał się diabeł w swej czarnej okazałości i dobroduszny olbrzym zapytał:
– Czy ty jesteś diabłem?
– Tak, to ja.
Potem olbrzym powiedział:
– Bądź moim panem.
Szatan skinął głową i znów olbrzym był gotów do służby.
Ale już wkrótce zobaczył, jak jego pan zatrzymał się przerażony.
– Musimy iść inną drogą – powiedział ochrypłym głosem.
– Dlaczego?
– Dlatego – I szatan wskazał na prosty drewniany krzyż, który stał na skraju drogi. Olbrzym spojrzał na
krzyż, ale nie dostrzegł w nim nic, co by mogło budzić przerażenie. Była na nim tylko postać biednego
człowieka bez odzienia.
Kiedy się odwrócił, diabła już nie było. Olbrzym długo go szukał, ale diabeł znikł bez śladu. Teraz
zauważył, że postać na krzyżu ma koronę. Pomyślał więc: Skoro ten tu jest silniejszy niż ten, który właśnie zniknął, wobec tego ten jest królem, temu pragnę służyć. Udał się na poszukiwanie, nie przypuszczając, że szuka Boga. Po jakimś czasie przybył nad szeroką, wzburzoną wodę. Na przeciwległym brzegu klęczał pustelnik przed swoją chatą.
Olbrzym przeszedł w bród rzekę. Pustelnik skończył modlitwę i obserwował olbrzyma. Pobożny
człowiek zapytał:
– Co cię tu sprowadza?
– Szukam króla, który jest mocniejszy od diabła.
Jego wzrok padł na krzyż, pod którym pustelnik się modlił.
Olbrzym powiedział:
– To ten człowiek.
– To Chrystus, Zbawiciel, którego szukasz.
– Jak mam go znaleźć?
– Padnij na kolana i módl się.
Pustelnik zobaczył, że olbrzym nie potraf się modlić. Tylko błagalny wzrok zdawał się zdradzać jego stan.
– Przyjdzie dzień, kiedy nauczysz się modlić. Tymczasem pozostań u mnie. Jest tu dość pracy dla
przewoźnika. Rzeka jest rwąca, a wędrowcy, którzy przechodzą w bród, często muszą zawracać.
– Teraz już nie będą musieli – odparł olbrzym wesoło i od razu zabrał się do pracy. Był bardzo zadowolony, ponieważ mógł wykorzystać swoje siły. Jednocześnie jednak czuł się nieszczęśliwy, albowiem służył wszystkim, tylko nie temu, którego szukał.
Pewnego wieczoru olbrzym zamierzał położyć się spać, bo o tak późnej porze nie spodziewał się już
żadnego wędrowca. Nagle usłyszał dźwięczny głos. Ktoś wzywał przewoźnika. Zszedł nad rzekę. Stało tam dziecko.
– Jestem tu sam. Jak mam dostać się na drugi brzeg? – zapytało dziecko.
– Przeniosę cię na plecach.
– Nie będzie ci za ciężko?
Wtedy olbrzym uniósł dziecko w gorę jak piórko, posadził sobie na plecach, wziął kij i szedł przez
ciemną wodę nie czując wcale ciężaru, który dźwigał. Przeszedł niespełna ćwierć drogi i powiedział – Ty ważysz więcej, niż myślałem.
Pośrodku rzeki otarł pot z czoła: Chłopcze, czy to ty jesteś taki ciężki, czy ja jestem taki słaby? Nigdy
dotąd nie dźwigałem takiego ciężaru.
Szedł powoli opierając się na kiju. Kiedy przeszedł już trzy czwarte drogi, przystanął i jęknął: – Czuję się tak, jakbym niósł na plecach cały świat. – Zdawało mu się, że plecy mu pękną, zanim dotrze do brzegu. Ostatni odcinek drogi wydawał mu się dłuższy niż cała dotychczas przebyta odległość. Każdy krok przychodził mu z wielkim trudem. Wreszcie doszedł do brzegu i zsadził „ciężar” z ramion. Całkiem wyczerpany położył się na trawie. Usłyszał jeszcze, jak dziecko powiedziało:
– Krzysztofie! Dźwigałeś na swoich plecach cały świat. Ja stworzyłem świat, ja zbawiłem świat i ja noszę grzechy świata.
Kiedy Krzysztof spojrzał, dziecka już nie było. Teraz już wiedział, kto mu nadał imię i kogo przenosił
przez rzekę. Przycisnął usta do miejsca, gdzie stało dziecko i szepnął:
– Bądź moim Panem!

69. PAN PREZYDENT
Film „Odwiedziny Prezydenta” przedstawia rozbitą rodzinę. Ojciec znalazł sobie jakąś panią. Matka
mieszka poza domem z jakimś panem. Nawet babcia całymi dniami przesiaduje w restauracji, oczekując na swą drugą czy trzecią młodość. W domu pozostał samotny chłopiec, Jacek. Ma wszystko, czego zapragnie: zabawki, ubrania, jedzenie. Brak mu tylko jednego: SERCA. Pragnie porozmawiać z ojcem, z matką, choćby i z babcią. Niestety, nikt dla niego nie ma czasu. Jacek w samotności dostaje rozdwojenia jaźni. Zdaje mu się, że ktoś przychodzi, bierze go na spacery… Ten przybysz ma wygląd ojca, ale to nie jest ojciec. To bajeczny „Pan Prezydent”.

70. SPEŁNIONE OCZEKIWANIA
Mąż, jakiego oczekują żony (według amerykańskiego psychologa):
1. Zadowolony z wszystkiego, co mu żona daje.
2. Wszystko spostrzegający.
3. Taki, co od czasu do czasu przynosi kwiaty.
4. Taki, co pamięta o rocznicach.
5. Taki, który słowami i czynem okazuje, że żona jest jedyna.
6. Używa słowa i pojęcia „my”.
7. Spędza z żoną przynajmniej niedziele i święta.
8. Rozumie naturalną regulację poczęć.
9. Nie twierdzi, że dzieci to wina jego żony.
10. Nosi ją na rękach (nie koniecznie dosłownie). A wtedy może już nie prać i nie gotować i nawet może jej „brutalnie pożądać

76. BOŻE DOŚWIADCZENIA
Podczas kolędy staruszka zapytała młodego księdza dlaczego Bóg doświadcza wciąż ludzi chorobami i cierpieniami?
– Czasami ludzie są tak pełni zła – odparł pewnie duchowny – że trzeba ich po prostu usunąć.
– Ale dlaczego giną przy tym także dobrzy i uczciwi ludzie – wtrąca babcia.
– Ci są wzywani na świadków – odparł po zastanowieniu ksiądz. Pan Bóg jako sędzia chce, aby każdy
miał rzetelny proces.

(05) 78,80,82,83,84

78. MIEJSCE DLA BOGA
Słynna odpowiedź, jaką fizyk francuski Pierre de Laplace (1749-1827) dał cesarzowi Napoleonowi, kiedy ten zapytał go gdzie w jego systemie jest jeszcze miejsce dla Boga:
– „Sir, takiej hipotezy ja nie potrzebuję! „ (z czego sam fizyk nie zdawał sobie sprawy) – oznacza postęp nie tylko naukowy, lecz również teologiczny. Ponieważ ten Bóg, którego tu usunięto, nie był Bogiem, ale bóstwem do łatania wszystkich dziur, bóstwem od egzaminów, bóstwem fortuny (czy jakbyśmy go nazwali w zależności od każdorazowej potrzeby), który zresztą swój żałosny żywot pędził jedynie na marginesie ludzkiej egzystencji i wzywany był stamtąd jak „deus ex machina” – bóstwa z maszyny teatralnej w greckim dramacie.

80. ODPOWIEDZIALNOŚĆ NAUKOWCA
Szwajcarski dramaturg Friedrich Dürrenmatt w sztuce „Fizycy” przedstawia problem neutralności pod
względem swojej wartości nauki czy techniki. Ta dwuaktowa sztuka rozgrywa się w domu dla obłąkanych, do którego schronił się fizyk Johann Wilhelm Möbius symulując obłęd. Möbius odkrył fizyczną formułę świata.
Kto ją zna, ten ma świat w swoich rękach i może decydować o jego życiu i zgubie. Odkrywca ucieka przed moralną odpowiedzialnością. Tymczasem wywiady zachodni i wschodni dowiedziały się o jego badaniach (lecz nie wyniku). Dwóch agentów, obaj fizycy, którzy również udają umysłowo chorych (jeden nazywa siebie Newtonem, a drugi Einsteinem), daje się zamknąć razem z Möbiusem w domu dla obłąkanych, ażeby go pilnować. Zatem, ucieczka do domu wariatów, ażeby świat nie przemienił się w dom wariatów. To, że odkryć i wiedzy nie można nigdy wycofać, pokazuje Durrenmatt w osobie lekarki, która poznając się bardzo dobrze na fikcyjnym obłędzie Möbiusa przepisuje potajemnie jego notatki i tak wchodzi w posiadanie formuły świata.
Zasadnicze przesłanie tej sztuki jest wyraźne: nie spełnia się moralnej odpowiedzialności uciekając przed nią, lecz dostarczając światu i ludzkości założeń do odpowiedzialnego zastosowania wiedzy naukowej i technicznej.

82. POWTÓRNIE SIĘ NARODZIĆ
Dziewiętnastoletni Karol uwikłał się w nieodpowiednie towarzystwo. Nie pomagały prośby i łzy matki.
Przepuszczał pieniądze. Wracał późno do domu. Pewnej nocy wraca, a ponieważ musiał przejść przez pokój matki czyni wszystko, aby niepostrzeżenie dostać się do swego pokoju. Potknął się jednak o coś co leżało na podłodze. To matka czuwała, leżąc przed krzyżem zawieszonym na ścianie.
– „Mamo, co tu robisz o tej porze?”
– „Modlę się za ciebie, mój synu”.
Karol tej nocy nie mógł zmrużyć oka. Od tamtej nocnej chwili zmienił się nie do poznania. Przeżył
powtórne narodziny.

83. W OBLICZU BOGA
Bertolt Brecht (1898-1956), znany dramaturg niemiecki ukazuje zdarzenie z życia niejakiego pana Keunera. Na pytanie czy istnieje Bog ów pan K.  odpowiedział zainteresowanemu:
– Radzę ci wpierw zastanowić się, czy – w zależności od odpowiedzi – zmieniłoby się twoje postępowanie. Jeżeli nie, to pytanie takie można uznać za niebyłe. Jeżeli tak, to mogę przynajmniej w tym pomoc, że powiem ci, że decyzję już podjąłeś: ty potrzebujesz Boga.

84. OSTATECZNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Głos sumienia jest również świadomością ostatecznej odpowiedzialności. Film austriacki „Ostatni atak” poświęcony został ostatnim dniom Hitlera. Znajduje się w nim charakterystyczna scena rozmowy dwóch oficerów Wermachtu. Jeden z nich otrzymał rozkaz otwarcia śluz i zatopienia wodami Sprewy berlińskiego metra. W ten sposób dowództwo nazistowskie chciało opóźnić chwilę dotarcia Rosjan do kwatery Głównej Hitlera. W tychże kanałach metra znalazło schronienie tysiące bezdomnych berlińczyków. Gdyby otwarto śluzy – zginęliby wszyscy.
– „Nie boisz się tego uczynić” – pyta drugi.
– „Czegoż mam się bać? Jeśli wygramy, Hitler mnie wynagrodzi”.
– „Wygramy? Już wkrótce koniec. Pomyśl o tym, co będzie, gdy przegramy”.
– „Nie dam się Sowietom tknąć. Skończyć z sobą jest zawsze łatwo”.
– „No, dobrze, ale jeśli jest Bóg?”

 

(06) 88,90,91,92,95

88. TAKI JAKI JEST
Małżeństwo Abrahama Lincolna było pasmem udręk. Właśnie, tak! Nie śmierć od kuli zamachowca. Bo kiedy zabójca Booth strzelił, Lincoln nie zdał sobie wcale sprawy, że go trafiła kula. Codziennie jednak, przez 23 lata zdawał sobie sprawę z tragedii nieudanego małżeństwa. Przez te lata pani Lincolnowa nieustannym gderaniem zamęczała męża. Zawsze niezadowolona, ciągle krytykowała, nigdy w niczym nie mógł jej dogodzić. Przyczepiała się dosłownie do wszystkiego. A to się garbił, a to niezgrabnie stąpał, a to nie miał dostatecznej siły przebicia w załatwionych sprawach. Nie mogła patrzeć jak jego spore uszy odstawały od głowy niemal pod kątem prostym. Nawet skrytykowała nos męża, że krzywy; że dolna warga mu wystaje; że wygląda jak gruźlik; że nogi i ręce ma za duże, a głowę za małą. Lincoln i jego żona stanowili całkowity kontrast w zakresie wychowania, środowiska, temperamentu, gustu. Działali sobie na nerwy w nieopisany sposób. „Donośny, jazgotliwy głos pani Lincoln – pisze jeden ze współczesnych – rozchodził się po całej ulicy, a o jej szalonych wybuchach gniewu wiedziało całe miasteczko. Nieraz gniew wyrażał się czymś mocniejszym niż słowa”. Kiedy
Lincolnowie wkrótce po ślubie mieszkali w wynajętym mieszkaniu, żona podczas śniadania oblała ze złości męża gorącą kawą. Gospodyni domu z przerażeniem ocierała twarz Lincolnowi. On siedział, głęboko zawstydzony tą niesłychaną sceną. Zazdrość żony była tak niemądra i niewiarygodna, że nawet po upływie tylu lat, gdy się o tym wszystkim dowiadujemy, robi się człowiekowi przykro. W małżeństwie szczególnie sprowadza się prawda tzw. życiowa, że trzeba przyjmować człowieka takim jaki jest.

90. DUŻA POMOC MAŁEGO
Lew zbudzony z drzemki psotami mysz chwycił jedną z nich i groził, że za karę natychmiast ją zje.
– Daruj mi życie – prosiła mysz – a nie zapomnę ci tego i odwdzięczę się kiedyś. Lew rozbawiony propozycją rewanżu puścił ją wolno.
Niedługo potem ten sam lew nie mógł uwolnić się z sideł myśliwych. Wtedy zjawiła się mysz, przegryzła sznur pułapki i lew był wolny.

91. NIC STRACONEGO
Być może wielu ogarnia wątpliwość:
– Słyszałem już tyle kazań, nauk rekolekcyjnych, mniej albo więcej mądrych, wzruszających, pobożnych i przekonywujących. Co one mi w sumie dały, w czym pomogły? Tak wiele odeszło w zapomnienie. Czy jest sens słuchać następnych?
Nie od rzeczy będzie więc porównanie, że z kazaniami podobnie jest jak z wodą laną do koszyka. Woda wprawdzie wycieknie, ale koszyk zostanie wilgotny i zawsze bardziej czysty.

92. PRAGNIENIE BOGACTWA
Młody człowiek pragnął być bardzo bogatym. Udał się na poszukiwanie skarbu. Szedł przed siebie,
wypytywał spotkanych ludzi, gdzie może znaleźć bogactwo. W kolejnym dniu wędrówki przy źródle, gdzie zatrzymywali się podróżni spotkał siedzącego starca. Przystanął, aby odpocząć i napić się wody. Kiedy po chwili chciał wstać, starzec zapytał: „Gdzie się spieszysz, młodzieńcze?” – „Do skarbów” – odpowiedział – „Bo chcę być bogaty”. – „Zaczekaj, spróbuję ci pomoc” – rzekł starzec. – „Czy to daleko, dziadku?”.
Ze swojej torby podróżnej starzec wyjął małą szkatułkę, zdjął zawieszony na piersiach kluczyk i otworzył. Na dnie szkatułki leżała mała książka. Po otwarciu młodzieniec spostrzegł, że w pięknych okładkach książki była tylko jedna kartka. Na niej zapisane jedno zdanie: – „Tylko Bóg jest wieczny”. Starzec przeczytał młodzieńcowi te słowa i dodał: jeżeli szukasz tego skarbu, to nie musisz iść dalej. On jest wszędzie. Młodzieniec ucałował otwartą księgę i pozostali razem.

95. POCHWAŁA KUGLARZA
Pewien kuglarz wędrował przez wiele lat po świecie, to tu, to tam, daleko i blisko, ale nigdzie nie zaznał spokoju, aż w końcu wszystko, co go spotkało, budziło w nim niechęć. Postanowił wtedy porzucić ten rodzaj życia. Udał się do klasztoru zwanego Claravallis. Opat przyjął go serdecznie i włączył do zgromadzenia braci.
Kiedy kuglarz przeżył już jakiś czas w klasztorze, okazało się, że nie był mocny w żadnej ze sztuk, w której miał możność się ćwiczyć. Nie umiał więc czytać z ksiąg, nie umiał śpiewać „Pater noster” ani „Credo”, ani uprawiać żadnej innej sztuki duchowej. A sztuczki i tańce na nic mu się tu nie przydały.
Pewnego dnia, kiedy był bardzo przygnębiony, a bracia śpiewali pieśni nabożne, stanął przed świętym
obrazem i powiedział kłaniając się pokornie.
– Czcigodna Pani! W służbę Tobie oddaję moje ciało i duszę. Nie gardź moją sztuką! Ja nie potrafię Cię
czcić pieśniami pochwalnymi i modlitwą tak jak inni bracia. Dlatego pragnę to robić jak jagnięta, które skaczą przed swoją matką. O słodka Pani, spojrzyj łaskawie na swojego „sługę! I rozpoczął swoje widowisko, wykonując jednocześnie zgrabne skoki w prawo i w lewo, to wysoko, to daleko. I służył tak Maryi przez wiele dni, a serce jego tak się tym wypełniło, że nie myślał o niczym innym i niczego innego nie pragnął. Bał się tylko, że ktoś odkryje jego tajemnicę, a wtedy – tak sądził – bracia wypędzą go z klasztoru na ten pogmatwany świat.
Wkrótce potem opat przyszedł z jednym z braci do kościoła. Znaleźli też ukryte miejsce w pobliżu
ołtarza, skąd mogli dobrze widzieć, a sami byli niewidoczni. Popatrzyli na kuglarza, jak się starał, jak kłaniał się i skakał przed świętym obrazem, aż wreszcie nie mógł już poruszać członkami i padł bezwładnie na ziemię.
Kiedy tak leżał, bracia zauważyli, że od sklepienia spływa w dół cudowna Postać. Tak pięknej Postaci człowiek nigdy dotąd nie oglądał. Towarzyszył jej zastęp aniołów i archaniołów. Wszyscy skupili się wokół kuglarza przynosząc mu pociechę i ulgę. Następnie Postać pobłogosławiła swego tancerza i unosząc się w gorę odwracała jeszcze ku niemu przyjazną twarz. Wszystko to widział opat wraz z bratem po wielokroć, a cud ten sprawił, że serce kuglarza stało się jasne i pogodne.
Z biegiem lat członki kuglarza utraciły swą siłę, aż wreszcie śmiertelnie chory musiał leżeć w łóżku.
Kiedy jego dusza odłączyła się od ciała, nasza umiłowana Pani wzięła ją w swe ramiona. Aniołowie unieśli Ją wraz z duszą kuglarza – na oczach wszystkich braci i podążyli do nieba. Mnisi godnie pogrzebali ciało kuglarza w klasztorze. Jego grób był jeszcze bardzo długo otaczany czcią jak wielka świętość.

(07) 96,98,100,102,105

96. ŚWIATŁO, KTÓRE PRZENIKA
Mały chłopiec został kiedyś poproszony przez nauczyciela o wytłumaczenie mu, kto to jest „święty”.
Przez chwilę dziecko stało wyraźnie skonsternowane, aż wreszcie uśmiech zadowolenia z samego siebie pojawił się na jego twarzy.
– „Wiem już! – zawołał. – Święty to taka osoba, przez którą przechodzi światło”.
Chłopiec będąc kiedyś w kościele, zauważył różnokolorowe witraże z wyobrażeniami świętych i scen biblijnych. Patrzył z podziwem, jak światło poranka prześwieca prze szkło i tajemnicze, piękne figury. Dziecko było oczarowane i ten obraz utkwił mu w pamięci. Matka objaśniła mu wówczas, co oznaczają te figury. Wtedy usłyszał ów wyraz „święty”.
Chłopiec ten wypowiedział większą prawdę, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Święty – to osoba, przez którą przepływa strumień Bożego światła, „poznanie chwały Bożej na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4,6).

98. TWOJA RĘKA JEST WIĘKSZA
Papież Juliusz II zlecił słynnemu architektowi Bramante wykonać plan nowego kościoła. Gdy architekt ukończył plan, posłał go papieżowi przez swego synka. Dzieło spodobało się Juliuszowi II, zaprowadził więc chłopca do skrzyni z pieniędzmi i rzekł: – „Nabierz sobie, ile ręką obejmiesz”. Rezolutne dziecko bez namysłu odparło: – „Nabierz Ty, Twoja ręka jest większa”.

100. OTWARTE SERCE
„Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata” (Mt 25,34). Wymowną ilustracją tej prawdy jest opis śmierci papieża Innocentego III, wielce zasłużonego dla Kościoła.
Oto do umierającego przychodzi św. Franciszek z Asyżu. Widzi papieża w agonii trawionego lękiem przed zbliżającą się śmiercią, więc pyta: „Ojcze św., powiedz co uczyniłeś w swoim życiu?” – „Wysoko podniosłem autorytet Kościoła – odpowiada papież”. – „To mało – mówi Franciszek – coś jeszcze uczynił?” – „Organizowałem krucjaty, starałem się odbić grób Chrystusa z rąk mahometan” – „To mało, a co poza tym zrobiłeś?” – „Budowałem kościoły, sprowadzałem zakonników”. – „I to jeszcze mało, co więcej uczyniłeś?” Po zmęczonej twarzy papieża spływał pot – „Dom mój był zawsze otwarty. Każdy biedny, chory, samotny, wszyscy potrzebujący pomocy mogli
przyjść i jeść z mojego stołu. – „To dużo, to bardzo dużo – zawołał św. Franciszek. Ojcze! nie lękaj się śmierci. Bóg czeka cię ze swoją nagrodą”.
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnieście uczynili” (Mt 25,40).

102. NA GODZINĘ PRZED ŚMIERCIĄ
Do proboszcza zgłasza się parafianka, religijna kobieta z niepokojem i prośbą, by przybył jak najszybciej do umierającego. – „Któż to taki” – pyta ksiądz. Okazuje się, że to mężczyzna sześćdziesięcioletni, samotny i kompletnie niewierzący. Trzeba jednak próbować przemówić mu do serca w tej ostatniej godzinie.
Kapłan przybywa do umierającego, niestety jest już za późno. Chory jest nieprzytomny, lada moment może umrzeć. Duszpasterz wiedziony tajemnym, Bożym natchnieniem nagle zdejmuje z szyi medalik i zawiesza go choremu. I oto staje się dziwna rzecz. Obecni słyszą tajemniczy dialog. Chory zaczyna mówić jakby do swej matki, dawno już zmarłej: „Przyszłaś do mnie, mamo. Pamiętam, tak dobrze pamiętam jak zawiozłaś mnie jako dziecko na Jasną Gorę. Mówiłaś mi wtedy, że jesteś chora na gruźlicę, że wkrótce umrzesz, dlatego oddajesz mnie pod opiekę Matki Boskiej. Założyłaś mi medalik na szyję i poleciłaś nosić go stale. Niestety, mamo, zrzuciłem później medalik, bo utraciłem wiarę, życie całe prowadziłem bez Boga. Ale Ty przychodzisz teraz do mnie”. W tym momencie spogląda przytomnie na kapłana i prosi o pojednanie z Bogiem. Wyspowiadał się po raz drugi i ostatni w życiu. Matka Boża nie zapomniała o prośbie ziemskiej mamy. Tego człowieka przyprowadziła do Chrystusa na godzinę przed śmiercią.
Nie bierz imienia miłości nadaremnie. Nie mów zbyt pochopnie kocham.
Tego się nie da wypowiedzieć. To tylko róża próbuje wyrazić niewyrażalne i dlatego tak szybko umiera.
(Henryk Jasiczek, Miłość podobna jest do róży)

105. MIŁOŚĆ NIE DZIELI
Małą córeczkę pewnej rzeźbiarki spytano, które z dzieci jest faworyzowane przez jej matkę.
Dziewczynka rezolutnie odparła: „Ona kocha Krzysia, który jest najstarszy, kocha Januszka, ponieważ jest najmłodszy i ona kocha mnie, gdyż jestem jedyną dziewczynką”.

 

(08) 106,109,113,114,115

106. RADOŚĆ I NIECIERPLIWE SZCZĘŚCIE
Wielkiego austriackiego kompozytora – Józefa Haydna – pytano, skąd w jego kościelnej muzyce tyle zawsze radości i niecierpliwego szczęścia… Dał zaskakującą odpowiedź:
– „Nie potrafiłbym inaczej. Tworzę w zgodzie z tym, co odczuwam w takiej chwili. Kiedy myślę o Bogu, kiedy myślami jestem blisko Niego, serce przepełnia mi radość. „ Chce mi się wówczas tańczyć i skakać.
Wszystko to spływa z mojego pióra, a Bóg przynosi mi radość. Widocznie pozwolił mi służyć Sobie rozradowanym sercem”.

109. ŻADEN CIĘŻAR
– Czy nie za ciężko ci – zapytał turysta małego Azjatę, który dźwigał na plecach większego od siebie, chorego chłopca.
– To nie ciężar, to mój brat – odpowiedział mały tragarz.

113. JUŻ IDĘ!
Podczas jednej z audycji radia wiedeńskiego postawiono słuchaczom ciekawe pytanie: „Jak brzmi najpiękniejsze zdanie, które może usłyszeć kobieta?” Wśród wielu odpowiedzi wybrano zdanie pewnej mężatki:
„Najpiękniejszym zdaniem, jakie może żona usłyszeć, kiedy małe dziecko zaczyna płakać o drugiej w nocy, są słowa męża: „Śpij, kochanie. Już wstaję ! „ „

114. PAMIĘTNIK NIENARODZONEJ
Oto mały fragment z pamiętnika nienarodzonego dziecka.
5.10. Dziś zaczęło się moje życie. Rodzice o tym nie wiedzą. Jestem mała jak pyłek kwiatu, ale to już jestem ja. Mam być dziewczynką. Będę miała jasne włosy i błękitne oczy. W ogóle wszystko już zostało ustalone. Nawet, to, że będę kochać kwiaty.
19.10. Trochę urosłam, ale sama jeszcze nic nie potrafię. Prawie wszystko robi za mnie mama.
Dziwne: dotąd nie wie, że nosi mnie pod sercem, a już pomaga, nawet karmi własną krwią. Dobra mama. Ale to nieprawda, że nie jestem prawdziwym człowiekiem, że jest tylko moja mama. Jestem prawdziwym człowiekiem.
Jest moja mama i jestem ja.
23.10. Zaczęło mi bić serce. Będzie odtąd tak miękko uderzać przez całe życie. Bez chwili wytchnienia. A gdy po latach zmęczone ustanie, umrę…
2.11. Ciągle rosnę. Zaczynają rosnąć moje ręce i nogi. Jeszcze długo muszę czekać, nim te nóżki podniosą mnie w ramiona mamy. Nim rękami zacznę coś zaznaczać w świecie.
13.11. Na moich dłoniach formują się palce. Śmiesznie – małe. Będę nimi dotykać włosów mamy. Będę je brała do buzi a mama powie: „Fe, brzydko…”
20.11. Dopiero dziś lekarz powiedział mamie, że żyję pod jej sercem. Jak bardzo musi się cieszyć!
Cieszysz się, mamo?
25.11. Rodzice obmyślają na pewno moje imię. Nie wiedzą, że jestem dziewczynką, więc może mówią: „Andrzej”. Ja chcę być Kasią. Jestem już duża.
10.12. Rosną mi włosy. Takie jasne jak światło. Ciekawa jestem, jakie włosy ma moja mama?
13.12 Już wkrótce będę mogła widzieć. Teraz wokoło jest noc. Gdy mama wyda mnie na świat, świat
będzie pełen słońca i pełen kwiatów. Nigdy jeszcze nie widziałam kwiatu. Ale najbardziej chcę zobaczyć swoją mamę. Jak ty, mamo, wyglądasz?
24.12. Czy mama też słyszy bicie mego serca? Są podobno dzieci, które przychodzą na świat z
chorym sercem. Wtedy delikatne palce lekarza dokonują cudów, żeby im przynieść zdrowie. Moje serce jest zdrowe. Tak równo bije: tup-tup, tup-tup… Będziesz miała zdrową córkę, mamo!
28.12. Dziś moja matka zabiła mnie.

115. BRAK CZASU.
– Mamusiu, dlaczego nie chcesz się ze mną pobawić?
– Bo nie mam czasu.
– A dlaczego nie masz czasu?
– Ponieważ muszę pracować.
– A dlaczego pracujesz?
– Żeby zarobić pieniądze.
– A dlaczego zarabiasz pieniądze?
– Aby dać ci jeść.
……
Mała Natalia po chwili milczenia:
– Mamusiu, nie jestem głodna.